Piękność, w pretensjach raczej nieuzasadnionych, zrobiona na wielki dzwon, uważnie przeczytała dokument i zaprosiła go do wnętrza. Czujna była, ostrożna i wyraźnie pełna podejrzeń.

– A co się stało? – spytała nieufnie. – Co tam za taki rejwach? Tam spokojny mężczyzna mieszka, przyzwoity człowiek. Z wizytami to tam całe miasto nie lata, to niby co?

– Właśnie chodzi mi o wizyty – podchwycił natychmiast kapitan. – Widzę, że pani ma wizjer w drzwiach, może pani przypadkiem dostrzegła, kto tam był dzisiaj?

– Nie przypadkiem – odparła baba stanowczo i jakby ugryzła się w język. – Znaczy, ja patrzę, bo to nigdy nie wiadomo, różne bandziory się plączą. Jak co słyszę, to patrzę.

Kapitan pochwalił ją z całego serca i cóż zatem, zapytał, widziała? A widziała, owszem, jakiegoś zbójca wrednego, co się tu kręcił podejrzanie, a wyglądał niczym aniołek niewinny. Tacy najgorsi. Niby to w nogę sobie coś zrobił, a latał z góry na dół i z dołu do góry jak z pieprzem.

Kapitan cierpliwie wysłuchał donosu na podporucznika Jarzębskiego, okazał właściwe przejęcie i spytał, co było przedtem. Baba się zacięła.

– Pan powie, co się stało – zażądała. – Wynieśli go na noszach. Chory? Był chory, pogorszyło mu się? Atak jaki? Nie daj Boże, umarł? Bo więcej nie powiem.

– Został zamordowany – odparł kapitan brutalnie, błyskawicznie oceniwszy, że prawda tu w niczym nie zaszkodzi.

Babę na moment jakby zadławiło. Uniosła się z krzesła i ciężko opadła z powrotem.

– To ta suka – powiedziała przez zaciśnięte zęby.

– Jaka suka? – zainteresował się kapitan natychmiast. Baba milczała, siedziała przez chwilę, podniosła się, udała do wnęki kuchennej i napiła się wody z kranu, co było niezbitym dowodem ciężkiego szoku. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pija w tym mieście płynącej z kranu cieczy w stanie surowym. Nawet po przegotowaniu słuszniejsze jest używać jej do mycia podłogi. Wróciła na swoje krzesło, usiadła i wzięła głęboki oddech.



5 из 223