Norhemne odskoczył zwinnie.

– Czego czekasz?! – ryczał nosiwoda.

Wtedy właśnie norhemne szybko sięgnął do pasa i kochanek bogini zwalił się na bruk. W jego czole tkwiła niewielka metalowa gwiazdka.

Traganka miała nowego dri deonema.

– Oszustwo! – wrzasnął usadowiony na podstawie kolumny chłopak w pstrokatym kubraku. – Toż to nie walka, jeno czyste oszukaństwo było!

Odpowiedział mu ochoczy poszum tłumu. Ludzie byli zawiedzeni. Oczekiwali czegoś dłuższego.

– Kijami takiego tłuc, nie na górę prowadzić! – rozdarła się tęga niewiasta w żółtej sukni. – Sztuką jakowąś, nie żelazem pana życia zbawił!

– Czarownictwo! Przeniewierstwo plugawe! – podchwycono skwapliwie. – Ogniem prawo mu uczynić!

Nosiwoda pochwycił pustą już butelkę po porzeczkowym winie, zgrabnie odbił denko o trzon kolumny i począł wywijać w powietrzu owym naprędce wykoncypowanym orężem. Nie bacząc na rozpaczliwe ujadania przekupek, w mig połamano na pałki dwa stragany z wizerunkami Morowej Panny, rozchwycono flaszki z cudowną wodą, co bije u wejścia do groty bogini, a jakowyś śmiałek wydarł włócznię z rąk posągu. W niejednym miejscu poczęło pobłyskiwać żelazo. Co prawda, otwarcie na pałacowy dziedziniec broni wnosić nie dozwalano, ale nieotwarcie wszyscy wnosili i teraz użytek zamierzali z niej uczynić.

Twardokęsek uśmiechnął się szeroko.

Wtem potężne wierzeje pałacu rozwarły się i stanęło w nich kilku kapłanów. Tłuszcza zafalowała niepewnie, przycichła, a jeśli nawet ktoś rzucił jeszcze jakieś przekleństwo, to z cicha i bez przekonania. Słudzy Zaraźnicy dzierżyli miasto twardą ręką.

– No, my też pójdziem, Twardokęsek – postanowił pospiesznie starszy strażnik. – Szybko się uwinęli, nie?

– Ano – przytaknął drugi. – Żadnej rozrywki człowiek nie miał, psiakrew. Ale mówiłem, to straszne rzeźniki.

Norhemne niespiesznie czyścił metalową gwiazdkę o koszulę martwego dri deoneme. Przy wejściu do pałacu zamiatacz ulic czekał już, by uprzątnąć ścierwo. At, jako się to jednemu z przygody rozkosz i świętowanie trafi, pomyślał zawistnie zbójca, a drugiemu przede zmierzchem na skrzypcu kruk oczy wykolę.



11 из 294