
W dobie produkowanych na zamówienie amin biogennych nikt więcej nie musi być przez całe życie kruchy. Przez cały okres dzieciństwa Theresa nieustannie brała i odstawiała najróżniejsze neurofarmaceutyki, które miały przywrócić równowagę procesów chemicznych w jej mózgu. Zaszczepienie jej czyścicielem komórek stworzyłoby niemały problem, ponieważ niszczył on wszystko, co według niego nie należało do danego organizmu — co nie pasowało ani do kodu DNA, ani do aprobowanego zestawu cząsteczek przechowywanego w tych maciupeńkich, niewyobrażalnych, zbudowanych z białka komputerach, umiejscowionych wewnątrz komórek ludzkiego ciała i pomiędzy nimi. Ale wtedy, kiedy Przemiana przyniosła ludziom czyściciela komórek, to już nie miało większego znaczenia. Trzynastoletnia Theresa oznajmiła — nie, to za mocne słowo jak na Theresę, ona nigdy niczego nie oznajmiała — że na dobre skończyła już z neurofarmaceutykami.
W tym czasie oboje rodzice zginęli w katastrofie lotniczej i Jackson został opiekunem młodszej siostry. Kłócił się z nią, przekonywał, błagał. Wszystko na próżno. Theresa nie chciała przyjąć żadnej pomocy. Właściwie nawet się nie kłóciła — w trakcie intelektualnych dyskusji zawsze czuła się zagubiona. Po prostu nie godziła się na to, by jej medyczne problemy rozwiązano przy użyciu środków medycznych.
