Domyślałam się, że drzewa genomodyfikowano tak, żeby kwitły przez cały rok. Drzewa i trawnik kończyły się nagle przy obwodzie bańki pola ochronnego Y. Poza tym zaczarowanym kręgiem ziemia powracała do zwykłych sobie niewysokich krzewinek, usianych tu i ówdzie sylwetkami Amatorów Życia, przyglądających się wyścigom skuterów.

Ze swojego helikoptera widziałam cały tor — żarzącą się żółto linię energii Y, szeroką na jakiś metr, a długą na jakichś pięć krętych mil. Z platformy startowej wystrzelił skuter, na którym siedziała okrakiem jakaś postać w czerwonym kombinezonie. Grawitatory skuterów programowano tak, by unosiły się dokładnie sześć cali nad torem. Prędkość sterowana była przez stożki energii Y, umieszczone na spodzie platformy skutera — im bardziej odchylały się od energetycznego toru, tym prędzej skuter mógł się poruszać i tym trudniej było nad nim panować. Jeździec mógł jedynie trzymać się pojedynczego uchwytu, zaczepiając jedną nogę na czymś w rodzaju łęku. Musiało to przypominać jazdę w damskim siodle przy szybkości sześćdziesięciu mil na godzinę — co nie znaczy, że któryś z Amatorów Życia mógłby mieć pojęcie o istnieniu czegoś takiego jak damskie siodło. Amatorzy nie czytują książek historycznych. Ani żadnych innych.

Widzowie przycupnęli na mizernych ławeczkach, które ciągnęły się wzdłuż całego toru. Pokrzykiwali radośnie. Jeździec był już w połowie trasy, kiedy z platformy wystrzelił drugi skuter. Mój helikopter został sprawdzony przez rządowe pole bezpieczeństwa, które podłączyło się do mojej tablicy rozdzielczej i teraz wprowadzało mnie do środka. Obróciłam się w fotelu, żeby nie stracić z oczu toru. Zmniejszywszy wysokość, widziałam dokładniej pierwszego jeźdźca. Zwiększał właśnie przechył skutera, mimo że ten odcinek trasy był znacznie trudniejszy, bo prześlizgiwał się po wystających kamieniach, załomach i stertach przyciętych gałęzi. Zastanawiałam się, skąd wie, że ten drugi go dogania.



16 из 355