
Wyspa — jak głosi prawo, które powstało, zanim pojawili się ludzie, którzy mogliby takową stworzyć — jest zjawiskiem naturalnym. W przeciwieństwie do statku albo stacji orbitalnej, nie podpada pod Ustawę o reformie prawa podatkowego w odniesieniu do sztucznych konstrukcji mieszkalnych i nie musi być przypisana pod żadną narodową flagę. Może rościć do niej prawa jakieś państwo albo też może zostać oddana pod czyjś protektorat przez Narody Zjednoczone. Dwadzieścioro siedmioro Superbezsennych z garstką terminatorów osiedliło się na swojej wyspie, kształtem przypominającej z grubsza dwa połączone ze sobą owale. Stany Zjednoczone natychmiast zgłosiły swoje pretensje do wyspy — podatki z działalności handlowej Superbezsennych byłyby przeogromne. Jednak Narody Zjednoczone przypisały wyspę Meksykowi jako odległemu o zaledwie dwadzieścia mil. Stany Zjednoczone odczuły w ten sposób zbiorową niechęć wobec Amerykanów, w cyklicznych zwrotach światowej opinii zajmujących obecnie bardzo niską pozycję. Meksyk, w ciągu kilku ostatnich stuleci dymany regularnie przez nasz kraj, z przyjemnością przyjmował teraz wszystkie te sumy, jakie La Isla płaciła za to, by dano jej mieszkańcom święty spokój.
Superbystrzy wznieśli swoje budynki mieszkalne pod ochroną najbardziej wyrafinowanego pola energetycznego na świecie. Nie do przejścia. Wyglądało na to, że Superbystrzy, ze swoimi niewyobrażalnie podrasowanymi mózgami, byli nie tylko geniuszami genomodyfikacji — mieli wśród siebie geniuszy w każdej z możliwych dziedzin.
