Energia Y. Elektronika. Techniki grawitacyjne. Ze swojej wyspy — oficjalnie, choć niezbyt błyskotliwie nazwanej La Isla — sprzedawali patenty na rynkach całego świata, tych samych, na których USA miały do zaoferowania wciąż te same wymęczone produkty z odzysku po nadmiernie rozdętych cenach. Stany Zjednoczone miały na swoim utrzymaniu 120 milionów bezproduktywnych Amatorów Życia — La Isla nie miała ani jednego. Nigdy przedtem nie słyszałam, aby ktoś nazwał ją Huevos Verdes. Tłumaczyło się to jako „zielone jaja”, ale znaczyło „zielone jądra”. Pełne życia i mocy kule. Czy Colin o tym wie?

Pochyliłam się, żeby zerwać źdźbło bardzo zielonej genomodyfikowanej trawy.

— Colinie, nie uważasz, że gdyby Superbystrzy chcieli, żeby Jennifer Sharifi i reszta ich dziadków wyszli z więzienia, to już by ich stamtąd wyciągnęli? To chyba oczywiste, że młodzi kontrrewolucjoniści chcą, żeby banda seniorów pozostała dokładnie tam, gdzie jest.

Chyba zirytowałam go jeszcze bardziej.

— Diano, Superbezsenni nie są bogami. Nie mogą panować nad wszystkim. To tylko ludzie.

— Wydawało mi się, że według waszych standardów już ludźmi nie są.

Puścił to mimo uszu. A może nie.

— Powiedziałaś mi wczoraj, że uwierzyłaś w sens zwalczania nielegalnych eksperymentów genetycznych. Takich eksperymentów, które mogą w nieodwracalny sposób zmienić ludzkość.

Przypomniałam sobie obraz Katousa roztrzaskanego o płyty chodnika, a nad nim roześmianą Stephanie. „Ciastko, proszę!” Rzeczywiście powiedziałam Colinowi, że uwierzyłam w sens powstrzymywania rozwoju inżynierii genetycznej, ale nie dla powodów tak prostych, jak te podane przez niego. Nie chodziło bynajmniej o to, że miałam coś przeciwko nieodwracalnym zmianom u ludzi — prawdę mówiąc, często miałam wrażenie, że to nie byłby taki znów zły pomysł.

Rodzaj ludzki nie wydawał mi się aż tak doskonały, by na wieki zakazać w nim wszelkich zmian.



23 из 355