
Były obie. Annie obierała jabłka, a Lizzie majstrowała przy robocie, który miał te jabłka obierać. Nie działał już miesiąc. No nie, Lizzie go nie naprawi. Jest bystra, ta mała, ale ma dopiero jedenaście lat.
— Billy Washingtonie! — odezwała się Annie. — Co się tak trzęsiesz? Stało się coś?
— Wściekłe szopy! — wysapałem. Serce waliło mi jak młot. — Aż cztery. Zgłosił je monitor. Przy rzece, tam gdzie Lizzie… gdzie Lizzie chodzi się bawić…
— Cśśś — powiedziała Annie. — Cśśś, kochany. Lizzie jest tutaj, bezpieczna.
Annie przytuliła mnie, kiedy tak siedziałem na podłodze, dysząc jak stary niedźwiedź. Lizzie patrzyła na nią tymi swoimi wielkimi oczami, szeroko otwartymi i błyszczącymi. Pewnie myśli, że wściekły szop to coś ciekawego. Nigdy żadnego nie widziała na oczy. A ja tak.
Annie to duża i miękka kobieta w kolorze czekolady, z piersiami jak poduchy. Nie powiedziałaby mi, ile ma lat, to jasne, ale wystarczyło zapytać terminalu w kafeterii albo w hotelu. Miała trzydzieści pięć. Lizzie w niczym nie była do niej podobna. Miała jasną skórę, rudawe włosy zebrane w ciasno splecione warkoczyki i była bardzo chuda. Nie miała jeszcze ani bioder, ani piersi. Ale miała za to swój rozum. Annie strasznie się tym martwiła. Ona już nie może pamiętać czasów, kiedy byliśmy zwyczajnie ludźmi, a nie Amatorami Życia. Ja pamiętam. Jak się ma sześćdziesiąt osiem, sporo się pamięta. Pamiętam czasy, kiedy Annie mogłaby być dumna z rozumu Lizzie.
Pamiętam też czasy, kiedy objęcia takiej kobiety jak Annie znaczyły zupełnie co innego niż zadyszkę z powodu chorego serca.
— Wszystko w porządku, kochany? — zapytała Annie. Zabrała ramiona, a ja z miejsca za nimi zatęskniłem. Ze mnie to dopiero stary dureń. — No to powiedz nam wszystko jeszcze raz, tylko powoli.
Odzyskałem oddech.
— Cztery wściekłe szopy. Monitor nadzoru terenowego wył jak sama śmierć. Musiały zejść, dranie, z gór. Monitor pokazywał je nad rzeką, szły w stronę miasta. Bioalarm błyskał na czerwono. A potem monitor się zaciął i nic go już nie mogło ruszyć. Jack Sawicki go kopnął i ja tak samo, ale nie pomogło. Te szopy mogą teraz być wszędzie.
