
Rodzice Irmelin spoglądali po sobie.
– Równie dobrze możesz dowiedzieć się wszystkiego od razu, w końcu prędzej czy później i tak to wyjdzie na jaw – powiedział Mattias, a jego zazwyczaj pełne życzliwości oczy spoglądały na nią ze smutkiem. – Niklas poprosił właśnie o rękę Irmelin. A my musieliśmy, niestety, odmówić.
Myśli kłębiły się bezładnie w głowie Villemo.
– Irmelin i Niklas? Mieli zamiar… się pobrać? Nie wiedziałam, że oni…
– Nie – przerwał jej Niklas gniewnie. – Ty z pewnością nie zauważyłaś niczego. Oczywiście, że nie! Zanadto jesteś zajęta własną osobą. Tylko że my od wielu lat jesteśmy sobie bliscy i o tym powinnaś była wiedzieć.
– Ja… ja… – jąkała zawstydzona.
– Villemo miała własne zmartwienia – powiedziała Hilda, chcąc załagodzić sytuację.
– Tak, naturalnie, swoich zmartwień nie ukrywała przed nikim – syknął Niklas.
Uznała, że nie powinna się obrażać. Niklas miał rację.
– Ale dlaczego rodzice nie pozwalają wam się pobrać?
Mattias westchnął.
– Nie wolno im. Ze względu na złe dziedzictwo. Są zbyt blisko spokrewnieni.
– Ja tak nie uważam – powiedziała Villemo.
– Owszem, to prawda – upierał się Mattias. – Ja wiem, że kiedyś mój ojciec stał w tym samym miejscu, co Niklas dzisiaj. Mój ojciec chciał się ożenić z Sunnivą, córką Sol. Tengel wpadł we wściekłość, tak potem wszyscy opowiadali. Ale było za późno, oni musieli się pobrać. Potem Sunniva urodziła dziecko obciążone złym dziedzictwem, Kolgrima, i sama umarła przy porodzie.
– Czy oni nie byli bliżej spokrewnieni niż Irmelin i Niklas?
– Tak, o jedno pokolenie. Poza tym Tarald i Sunniva byli bardziej obciążeni dziedzictwem. On był wnukiem Tengela, ona córką Sol. Ale mimo wszystko, Villemo! Nie powinniśmy się godzić!
– To bardzo niesprawiedliwe! – zawołała Villemo. – Oni tak do siebie pasują!
