
Położył dłoń na jego ramieniu i razem ruszyli wzdłuż jedynej w wiosce brukowanej drogi, w stronę domku burmistrza za pustym placem targowym. Za dawnych czasów drogę tę pokrywała ubita ziemia, ale dawne czasy skończyły się dwa tygodnie temu i teraz drogę wysypano tłuczonym kamieniem. Chodzenie po niej boso było tak nieprzyjemne, że mieszkańcy po. prostu przechodzili przez trawniki sąsiadów. Burmistrz jednak chodził drogą dla zasady.
— Proszę posłuchać, panie burmistrzu, mam teraz wakacje… — Nie możemy sobie pozwolić na wakacje — przerwał mu burmistrz. — Nie teraz. On ma przybyć lada dzień.
Wprowadził Toma do wnętrza i usiadł w wielkim fotelu, przysuniętym jak najbliżej międzygwiezdnego radia.
— Tom — zapytał wprost — co byś powiedział na pracę przestępcy?
— Nie wiem — odparł Tom. — A co to jest przestępca? Wiercąc się nerwowo w fotelu burmistrz położył dłoń na radiu, żeby dodać sobie powagi.
— To jest tak — powiedział i zaczął wyjaśniać.
Tom słuchał, ale im więcej wiedział, tym mniej mu się to wszystko podobało. To przez to międzygwiezdne radio, zdecydował. Dlaczego się naprawdę nie popsuło?
Nikt nie wierzył, że będzie działać. Przez całe pokolenia zbierał się na nim kurz, gdy stało w gabinetach kolejnych burmistrzów — ostatnie, milczące ogniwo łączące ich z Matką Ziemią. Dwieście lat temu Ziemia kontaktowała się z Nowym Delaware, a takie z Ford IV, z Alfa Centauri, Nueva Espana i pozostałymi koloniami, tworzącymi Zjednoczone Demokracje Ziemi. A potem wszystkie rozmowy urwały się.
Zdaje się, że wybuchła tam wojna. Nowe Delaware ze swoją jedyną wioską było zbyt małe i zbyt dalekie, by wziąć w niej udział. Czekali na wieści, które jednak nie nadchodziły. A potem wybuchła zaraza i wybiła trzy czwarte mieszkańców.
Wioska z wolna dochodziła do siebie. Ludzie nauczyli się własnych metod załatwiania spraw. Zapomnieli o Ziemi.
