
Villemo nie wiedziała, ani ilu ich wszystkich mieszka w Svartskogen, ani jak się ród rozgałęzia. Mówiono, że potomstwo będące owocem grzechu jest trochę dziwne. Ale, zdaniem Villemo, wszyscy oni byli dziwni.
Protoplasta posiadał duże gospodarstwo w sąsiedniej wsi, był więc niezależnym chłopem i mógł się równać z właścicielami Lipowej Alei. Doprowadził jednak do upadku majątku, który przeszedł w obce ręce, i teraz rodzina przyjęła nazwisko Svartskogen, od tej zagrody, którą im dali Meidenowie. Villemo słyszała jednak, że ludzie, którzy ich dawny majątek kupili, też są przez nich znienawidzeni. Oni zaś zostali odrzuceni przez całą parafię. Chociaż odrzuceni to niewłaściwe określenie. Sami przecież byli winni swojej izolacji.
Zawsze uważała, że to szumowiny, ale teraz nie była już tego taka pewna. Bo jakie miała prawo osądzać? Słowa Eldara sprawiły, że zaczęła wątpić. Czy nie o to mu chodziło, że ona, podobnie zresztą jak inni mieszkańcy parafii, krzywią się z niechęci i pomieszanego ze strachem obrzydzenia na myśl o czymś tak okropnym jak postępek ich pradziadka? Że potomstwo cierpieć musi za jego winy, dokładnie tak jak Ludzie Lodu cierpią za winy swojego przodka?
W przypływie współczucia i jakiejś wspólnoty losu zwróciła się do Eldara. I natrafiła na jego bezgraniczną wrogość. Ale czyż nie tego właśnie powinna się była spodziewać? To postawa obronna wobec osądu całej okolicy.
Przypomniała sobie spotkanie z Eldarem i jego siostrą Gudrun sprzed wielu lat. I przyjazne zaproszenie Irmelin, by poszli z nimi do Grastensholm na podwieczorek. Eldar się wahał i już prawie uległ, siostra jednak była nieustępliwa; to ona ostro przecięła jakąkolwiek możliwość nawiązania kontaktu.
A teraz Eldar był równie brutalny.
