
Czy to zresztą naprawdę takie dziwne?
Stał się niezmiernie przystojnym mężczyzną, temu zaprzeczyć nie mogła. Rozpalał w niej te szalone uczucia, które jej łagodni rodzice bezustannie starali się w niej stłumić. Wiedzieli bowiem, że to na ogół zapowiedź jakichś równie szalonych zachowań.
Tym razem jednak Villemo starała się trzymać w ryzach. Postanowiła być miła dla Eldara, niezależnie od tego, w jak bardzo wojowniczym nastroju on się znajduje.
Zatrzymał się na skraju lasu. Przed nimi leżały niskie zabudowania Svanskogen. Chwyciwszy się gałęzi, co pozwoliło mu stanąć prosto, powiedział:
– Teraz możecie iść do diabła. Dam sobie sam radę.
Villemo natychmiast zapomniała o swoich szlachetnych zamiarach, że będzie dla niego miła.
– Jak sobie życzysz – powiedziała złośliwie, bo widziała, że bez pomocy daleko nie zajdzie. – Tu jest koszyk z jedzeniem dla twojej rodziny.
– Nie chcemy ani okruszyny z waszego zgniłego żarcia! – zawołał gniewnie.
– Oczywiście – szydziła Villemo. – Pewnie powinniśmy się odwrócić, to byś ukradł koszyk. Wtedy byłoby dobrze, prawda?
– Ty złośliwa krowo! – wysyczał przez zęby. – Biedny ten głupiec, który się z tobą ożeni!
– Tym razem nie trafiłeś, bo nie mam zamiaru wychodzić za mąż. A już ty w żadnym razie nie musisz się martwić, jesteś ostatnim, o którym mogłabym pomyśleć.
– O, niech mnie Bóg broni! To… – Zrobił się jeszcze bledszy niż był, ręka trzymająca gałąź drżała z wysiłku i Niklas ledwo zdążył go podtrzymać, żeby nie upadł. Eldar opuścił jednak na chwilę zło tego świata. Stracił przytomność.
– Zbyt duży upływ krwi – stwierdził Niklas. – I prawdopodobnie zbyt mało jedzenia.
– Co mamy robić? – zastanawiała się Irmelin.
– Zostawmy go, niech leży! Mamy teraz możliwość zająć się pozostałymi.
– Powinniśmy tam wejść?
– O ile zrozumiałam, oni są zupełnie wyczerpani. Chodźmy!
– Szkoda, że nie wzięliśmy ze sobą więcej jedzenia – westchnęła Irmelin. – Zupełnie o tym nie pomyślałam.
