
– Tak, wzięłam od ojca. Ale pospiesz się! Wydaje mi się, że oni obaj są ranni!
Villemo po chwili wróciła z dużym koszykiem i wszyscy troje pobiegli w stronę Grastensholm. Ona była najsłabsza, lecz zaciskała zęby i starała się nie zostawać w tyle. Irmelin z Grastensholm wyrosła na bardzo ładną, miłą dziewczynę dość krępej budowy, którą odziedziczyła po babce Irji, miała też łagodny, spokojny charakter tamtej. Była niewiarygodnie silna, podobnie zresztą jak Niklas, potomek Arego.
– Miałeś jakieś wiadomości od Dominika? – zapytała Villemo ciężko dysząc, gdy nieco zwolnili tempo. Z jej powodu, co do tego nie miała wątpliwości, choć oboje byli tak delikatni, że nie dali niczego po sobie poznać.
– Owszem – odparł Niklas. – Pisze, że przyjedzie do nas jesienią.
– Znakomicie! Miło będzie zobaczyć go znowu. To już trzy lata minęły, odkąd był tu po raz ostatni.
W głębi duszy jednak nie była zbyt pewna, czy odwiedziny kuzyna będą aż takie miłe. Dominik bowiem miał jakąś niepojętą zdolność wprawiania jej w zakłopotanie. W jego obecności zachowywała się beznadziejnie, stawała się nienaturalna.
Niklas mówił dalej:
– Tym razem przyjedzie sam. Jak wiesz, wuj Mikael i ciotka Anene bardzo przeżyli śmierć Marki Christiany w ubiegłym roku. A teraz także Gabriel Oxenstierna odszedł z tego świata. Oboje są bardzo przygnębieni i na razie nie chcą wyjeżdżać z domu.
Villemo pokiwała głową. Wiedziała, że kuzynka wuja Mikaela i jego ukochana przyjaciółka z czasów dzieciństwa, Marka Christiana, miała ciężką śmierć i życie nielekkie. Urodziła ośmioro dzieci i troje z nich straciła. Najmłodsze miało zaledwie dwa lata, gdy Marka Christiana zachorowała. Przez trzy lata leżała nieuleczalnie chora na zamku w Sztokholmie, zanim śmierć uwolniła ją od cierpień. Dominik musiał jej obiecać, że nigdy nie opuści tego z jej synów, którym często się opiekował i z którym razem dorastał: cztery lata od siebie młodszego Gabriela, syna marszałka Gabriela i wnuka admirała Gabriela Oxenstierny. Marka Christiana obawiała się o przyszłość tego chłopca. Nie został obdarzony ani takim charakterem, ani takimi talentami, by stać się równie wielkim jak ojciec czy dziadek. To zresztą nie miałoby dla niej specjalnego znaczenia. Szło o to, że chłopiec był bardzo chorowity.
