
Gdy Eldar zobaczył nadchodzących, próbował odwrócić się do nich plecami. Na jego pełnej nienawiści twarzy teraz odmalowała się gorycz.
Łagodna Irmelin zapytała:
– Dlaczego to zrobiliście? Mogliśmy wam pomóc, wystarczyło tylko powiedzieć!
– Myślicie, że przyjmiemy pomoc od jakiegoś diabelskiego pomiotu? – syknął przez zęby.
– Ale kraść możecie? – odcięła się Villemo.
– Nasi krewni konają z głodu – rzucił w odpowiedzi. – A wy pochowaliście jedzenie dla siebie.
– Nie zrobiliśmy tego – odparł Niklas. – Wiesz o tym bardzo dobrze. Zapytaj którego chcesz komornika. Tylko że wy jesteście piekielnie uparci i nie chcecie przyjąć tego, co się wam należy. Przecież Svartskogen jest częścią Grastensholm.
Ranny ledwo był w stanie mówić z powodu bólu i utraty krwi, lecz z jego oczu sypały się skry.
Jakim sposobem macie jeszcze jedzenie? Chyba zawarliście pakt z diabłem, co? Ale za takie rzeczy się płaci. Po śmierci.
– Głupstwa wygadujesz – odparł Niklas i przykucnął, by go zbadać.
Eldar szarpnął się gwałtownie do tyłu.
– Wystarczy popatrzeć na wasze oczy – powiedział z nienawiścią. – Na jej – dodał, wskazując Villemo. – Czy to normalne mieć takie oczy?
– W naszym rodzie, tak.
– O, tak! Wszyscy wiedzą, skąd wzięli się Ludzie Lodu!
Villemo w ogóle tego nie słuchała. Przejęta wpatrywała się w to muskularne ciało, napinające się w udręce.
– Wygląda na to, że kość została uszkodzona. But jest przestrzelony.
– Trzymajcie przy sobie te wasze brudne łapy! Sam dam sobie radę.
