
– To jest taka okropna niesprawiedliwość wobec Irmelin i mojego drogiego pradziadka, Daga Meidena, że nie zamierzam ci odpowiadać. Podnieś nogę!
– Nigdy w życiu! Trzymajcie się ode mnie z daleka!
Villemo czuła, że za chwilę wybuchnie.
– Podnieś nogę, ty przeklęty idioto! – ryknęła, aż echo przetoczyło się po lesie. Sama uniosła jego ranną nogę i jednym szarpnięciem ściągnęła but: Eldar krzyknął z bólu i złości.
Z buta chlusnęła krew: Cała stopa Eldara pokryta była brązowoczerwoną zakrzepłą krwią.
Irmelin nabrała wody z pobliskiej sadzawki i starannie obmyła nogę, by można było obejrzeć ranę. Eldar nie stawiał już oporu, nie miał siły. Leżał na plecach, obolały i udręczony, i miotał przekleństwa nad ich głowami.
Niklas przez wiele lat bardzo starał się nie ujawniać przed ludźmi swoich uzdrowicielskich zdolności. Nie życzył sobie być obiektem uwielbienia jak święty, nie chciał też, by jego dom stał się celem pielgrzymek. Także i teraz nie przyłożył ręki do okaleczonej chudej stopy Eldara, którą dziewczęta opatrzyły jak umiały. Ten użalający się nad sobą nieszczęśnik wyzdrowieje bez niezwykłych talentów Niklasa.
Gdy krew została zatamowana, a rana opatrzona, zmusili Eldara, by wstał.
– Oprzyj się o Niklasa i o mnie – nakazała Villemo.
– Raczej mnie piekło pochłonie!
Słysząc to Villemo puściła go, tak że zwinął się z bólu i padł bezwładnie, ciskając na nią najgorsze przekleństwa.
Po chwili Irmelin z Niklasem spróbowali znowu go podnieść, a Irmelin zagadnęła przyjaźnie:
– Nie widywałam cię przez jakiś czas.
Eldar syknął jak kropla wody padająca w ognisko.
– To chyba nie takie dziwne. Nie było mnie w domu przez kilka lat.
– Siedziałeś w więzieniu? – Villemo nie mogła się powstrzymać od złośliwości.
