— „Żadnych” w tym konkretnym przypadku oznacza po prostu: żadnych. Jest jeszcze paru ludzi, którzy są wprowadzeni w tę sprawę, ale ponieważ nigdy ich nie spotkasz, to praktycznie wiemy o niej tylko my dwaj. Oczywiście w trakcie poszukiwań będziesz musiał rozmawiać z wieloma ludźmi. Za każdym razem będziesz się posługiwać jakąś legendą. O te legendy będziesz uprzejmy sam się zatroszczyć. Bez legendy będziesz rozmawiać wyłącznie ze mną.

— Tak, Ekscelencjo — powiedziałem pokornie.

— Dalej — ciągnął Ekscelencja. — Prawdopodobnie będziesz musiał zacząć od jego kontaktów. Wszystko, co o nich wiemy, znajduje się tu — postukał palcem po teczce. — Niezbyt wiele, ale jest od czego zacząć. Weź to.

Wziąłem. Z czymś takim również jeszcze nigdy na Ziemi nie miałem do czynienia. Okładki z matowego plastiku były spięte metalowym zamkiem, u góry widniał karminowy napis: „Lew Abałkin”, niżej zaś nie wiadomo dlaczego: „07”.

— Ekscelencjo — zapytałem — dlaczego to tak wygląda?

— Dlatego, że w innej postaci tych materiałów nie ma — zimno odparł Ekscelencja. — Przy okazji: zakazuję krystalokopiowania. Masz jeszcze jakieś pytania?

Oczywiście nie było to zaproszenie do zadawania pytań. Zwyczajna, niewielka porcja jadu. Na etapie wstępnego zapoznawania się z teczką zadawanie pytań nie miało sensu. Jednakże pomimo wszystko pozwoliłem sobie na dwa.

— Termin?

— Pięć dni.

Za nic nie zdążę, pomyślałem.

— Czy mogę być pewny, że on jest na Ziemi?

— Możesz.

Wstałem, żeby odejść, ale Ekscelencja jeszcze mnie nie zwolnił. Lustrował mnie z dołu do góry uważnymi zielonymi oczami, których źrenice zwężały się i rozszerzały jak źrenice kota. Oczywiście świetnie wiedział, że jestem niezadowolony z zadania, że zadanie wydaje mi się nie tylko dziwne, ale delikatnie mówiąc, głupawe. Jednakże z nie znanych mi powodów nie mógł powiedzieć mi więcej, niż powiedział. I nie chciał wypuścić mnie, zanim jednak czegoś nie powie.



3 из 190