– Ornierowie wydają dziś kolację – terkotał – a potem wybieramy się wszyscy do „Raffles”… jeśli naturalnie nie będziesz zbyt zmęczona.

Ornierowie mieli olbrzymi apartament w hotelu „Pierre”, utrzymywany specjalnie na doroczne wypady do Nowego Jorku. Uważali, że warto. „Wiesz, moja droga, jakie to irytujące, kiedy za każdym razem dają ci inny pokój. „ Nie był to jedyny znany Keshii przypadek, gdy ktoś płacił fortunę, by wszędzie czuć się jak u siebie w domu. Powinna skorzystać z zaproszenia przez wzgląd na rubrykę towarzyską. Bywali u nich wszyscy znani ludzie. Pora wziąć się do pracy i lunch z Edwardem przyda się na początek, ale… niech to wszyscy diabli! O wiele chętniej pojechałaby do SoHo. Miała tam znajomości, o jakie Whit w najśmielszych domysłach by jej nie podejrzewał. Rozmarzona przypomniała sobie nagle, że po drugiej stronie przewodu Whit nadal czeka na odpowiedź.

– Przepraszam cię, kochany. Bardzo bym chciała, ale jestem przeraźliwie zmęczona. Różnica czasu, a do tego ten zwariowany weekend u Hilary… Najlepiej powiedz im, że umarłam. Jutro będziesz świadkiem mojego zmartwychwstania, na razie jednak… – ziewnęła lekko i zachichotała. – O Boże, nie chciałam ci ziewać wprost do ucha!

– Nic nie szkodzi. Prawdę powiedziawszy, masz rację. Znając Ornierów, kolację zaczną podawać około dziewiątej, a nim wyjdziemy z „Raffles”, będzie druga w nocy.

Do szczęścia brakuje mi tylko tańców w tej przeładowanej ozdóbkami norze, pomyślała zgryźliwie.

– Dzięki za wyrozumiałość, najdroższy. Chyba włączę automatyczną sekretarkę i z powrotem położę się spać. Jutro będę w lepszej formie.

– Świetnie. A zatem jutro porywam cię do miasta.

– Mam tu zaproszenie na jakąś galę w „St. Regis”. Setna rocznica ślubu Marshów czy coś w tym rodzaju.

– Dwudziesta piąta, ty mała ironistko. Zarezerwuję stolik w „La Cóte Basque”, a potem możemy tam wpaść.

– Znakomicie.

– Przyjść po ciebie o siódmej?



14 из 307