– Lepiej o ósmej.

A najlepiej nigdy, dodała w duchu.

– Dobrze, kochanie – zgodził się potulnie Whit. – Do zobaczenia.

Keshia odłożyła słuchawkę i przez chwilę siedziała w zadumie, machając nogą założoną na nogę. Powinna być nieco milsza i przestać się na nim wyżywać. Wszyscy i tak uważali ich za parę, a Whit był przede wszystkim użyteczny. Bądź co bądź, stała obstawa… Drogi Whitney – a raczej biedny Whit! Taki przewidywalny i taki perfekcyjny, przystojny i nieskazitelnie elegancki. Dokładnie sześć stóp i jeden cal wzrostu, błękitne oczy, gęste blond włosy, buty od Gucciego, krawaty od Diora, woda kolońska Givenchy, zegarek marki Piaget, apartament na rogu Park Avenue i Sześćdziesiątej Trzeciej, wyrobiona reputacja prawnicza i sympatia wszystkich znajomych… Słowem, koszmar. Idealny partner, co już mogło wystarczyć, by go znienawidziła. Do tego miał kochanka na Sutton Place i rzecz jasna nie wiedział, że ona o tym wie.

Farsa, jaką odgrywali, dawała korzyści obojgu. Whit był niezastąpiony jako stały towarzysz, a przy tym całkowicie niegroźny. Keshia czuła zdumienie zmieszane ze zgrozą na myśl, że jeszcze rok lub dwa temu rozważała nawet poślubienie go. Właściwie nadal nic nie stało na przeszkodzie. Chodziliby wciąż na te same przyjęcia, spotykaliby się z tymi samymi ludźmi i każde prowadziłoby własne życie. Mieliby oddzielne sypialnie – tę drugą określano by jako „pokój gościnny”. Keshia nadal jeździłaby do SoHo, Whit na Sutton Place i nikt nie byłby zmuszony do kompromisów. Oczywiście nie rozmawialiby o tym tak jawnie. Ona chodziłaby „na brydża”, on „na spotkanie z klientem”, a rano jedliby wspólnie śniadanie – kontenci, zaspokojeni, każde wprost z objęć swojego kochanka. Doprawdy, niezdrowe fantazje! Dziś śmiała się na samo ich wspomnienie. Wciąż miała nadzieję na coś więcej. Whit był dla niej starym, dobrym przyjacielem i na swój sposób nawet go lubiła. Co więcej, zdążyła się do niego przyzwyczaić, a to pod wieloma względami było niebezpieczne.



15 из 307