
– Precz! – wrzasnął Mark.
– Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo – odpowiedział głos George’a.
– Czego, zarazo? – Mark otworzył drzwi, a półnaga Keshia ledwie zdążyła umknąć do sypialni. W drzwiach zamajaczyła wysoka sylwetka tancerza z butelką szampana w dłoni.
– To na waszą noc poślubną.
– George, jesteś aniołem.
Murzyn zbiegł ze schodów, robiąc taneczne pas, a Mark ze śmiechem zatrzasnął za nim drzwi.
– Hej, mała! Chlapniesz szampana?
Stanęła nago w drzwiach, walcząc z atakiem śmiechu, który ogarnął ją na wspomnienie sukienki od Diora i szampana z Edwardem w „La Grenouille”. Cóż za absurdalne porównanie!
Patrząc, jak Mark mocuje się z butelką, doznała nagle wrażenia, że go kocha, choć to również było absurdalne. Oboje rozumieli, że tak nie jest, że łączy ich zupełnie co innego. Zdawali sobie sprawę… lecz tak miło byłoby choć na moment zapomnieć! Przestać się kierować logiką i rozsądkiem. Powinna kogoś kochać – kogokolwiek, więc dlaczego nie Marka?
– Stęskniłem się za tobą.
– Ja też, kochanie, ja też. Bałam się, że zastanę tu już inną panią – Keshia uśmiechnęła się i pociągnęła łyk musującego, zbyt słodkiego wina.
– Muszę ci powiedzieć coś strasznego – rzekł z powagą Mark.
– Mianowicie?
– Mam syfilis.
– CO?! – spojrzała na niego ze zgrozą. Mark zachichotał.
– Nie bój się, to tylko żart. Byłaś tak rozmarzona, że musiałem sprawdzić, jak zareagujesz.
– Kretyn! – przytuliła się do niego, potrząsając głową. – Nie jestem pewna, czy przemawia do mnie twoje poczucie humoru, dzieciaku.
Chwała Bogu, pomyślała, Mark się w ogóle nie zmienia. Wszedł za nią do sypialni i odezwał się bezbarwnym, lekko ochrypłym głosem:
– Widziałem w gazecie zdjęcie jednej dziewczyny. Była bardzo do ciebie podobna, tylko starsza i okropnie napuszona.
W tym stwierdzeniu zawarte było pytanie. Pytanie, na które nie miała ochoty odpowiadać.
