
– To nie jest kwestia szczęścia. Czasem człowiek nie ma wyboru – Keshia odwróciła wzrok.
– Ależ właśnie o tym rozmawiamy. Zawsze istnieje wybór. Czy masz zamiar poświęcić życie dla absurdalnych „powinności” po to tylko, żeby zrobić przyjemność byłemu opiekunowi? Bo przypominam ci, że od dziesięciu lat jesteś pełnoletnia. Chcesz nadal spełniać wolę dawno zmarłych rodziców? A może żąda tego od ciebie ów młody człowiek, z którym jesteś zaręczona? Jeżeli tak, w końcu przyjdzie czas, gdy będziesz musiała wybrać między nim a swoją pracą, i powinnaś zdać sobie z tego sprawę już teraz.
– Jeśli masz na myśli Whitneya Haywortha, to nie jestem z nim zaręczona i nigdy nie będę. Jedyne ofiary, jakie dla niego ponoszę, to od czasu do czasu zmarnowany wieczór. Martwisz się więc niepotrzebnie.
– Miło mi to słyszeć. Ale wobec tego w czym rzecz, Keshia? Po co ci to podwójne życie?
Dlaczego on to wyciąga właśnie teraz?, pomyślała niechętnie. Westchnęła ciężko i spojrzała na swoje dłonie, złożone na kolanach.
– Ponieważ gdzieś po drodze człowiek nabiera przekonania, że jeżeli upuści świętego Graala albo odłoży go choć na chwilę, cały świat się zawali, i to wyłącznie z jego winy.
– Powiem ci coś w sekrecie: nie zawali się. Świat będzie trwał nadal, twoi rodzice nie nawiedzą cię we śnie, nawet pan Rawlings nie popełni z tego powodu samobójstwa. Żyj dla siebie, Keshia. Jak długo wytrzymasz w tym fałszu?
– Czy pseudonim to fałsz?
– Nie tyle pseudonim, co posługiwanie się nim, żeby prowadzić dwa życia, zupełnie różne. Jesteś rozdarta pomiędzy obowiązkiem a namiętnością. Całkiem jak mężatka, która ma kochanka. Uważam, że to straszny ciężar do udźwignięcia. I do tego niepotrzebny – Simpson zerknął na zegarek i potrząsnął głową z niewesołym uśmiechem. – Wypada mi cię przeprosić. Znęcam się nad tobą prawie od godziny. Już od dawna jednak chciałem o tym z tobą porozmawiać. Co do wywiadu z Johnsem… Zrobisz, jak zechcesz, ale chcę, żebyś przemyślała to, co ci powiedziałem. Sądzę, że to ważne.
