
Pierwsze słowa, jakie przeczytał młody Lu-tze, gdy szukał zdziwienia w mrocznym, tłocznym i zalanym deszczem mieście Ankh-Morpork, brzmiały: „Pokoje do wynajęcia, ceny przystępne”. I cieszył się nimi.
Tik
Tam, gdzie kraina jest odpowiednia dla ziarna, ludzie uprawiają rolę. Znają się na dobrej glebie. Sieją zboże.
W krainie żelaza paleniska przez całe noce pokrywają niebo czerwienią. Młoty nigdy nie cichną. Ludzie wytwarzają stal.
Istnieje kraina węgla i kraina mięsa, i kraina traw. Świat pełen jest takich krain, gdzie jeden element kształtuje ziemię i ludzi. A ta okolica, w górskich dolinach wokół osi świata, gdzie śnieg nigdy nie jest zbyt odległy, jest krainą oświecenia.
Żyją tu ludzie, którzy wiedzą, że nie ma żadnej stali, jest tylko idea stali.
Świątynie wznoszą się w każdej lodowcowej dolinie, a wiatr niesie drobinki lodu nawet w środku lata.
Są tu mnisi nasłuchujący, próbujący wykryć wśród gwaru świata słabe echa dźwięków, które wprawiły wszechświat w ruch.
Są bracia luzu, skryta i zagadkowa sekta, wierząca, że tylko przez ostateczny luz można zrozumieć wszechświat, że czerń pasuje do wszystkiego, a chrom nigdy naprawdę nie wyjdzie z mody.
W przyprawiającej o zawrót głowy świątyni, poprzecinanej napiętymi linami, mnisi balansujący badają naprężenia świata, a potem wyruszają na długie i niebezpieczne wyprawy, by przywrócić mu równowagę. Ich dzieła można odkryć na wysokich szczytach i odległych wysepkach. Używają małych mosiężnych odważników, nie większych niż pięść. Są skuteczne. Oczywiście, że są skuteczne. Świat się jak dotąd nie przewrócił.
