
— Aha. Ale jest pewien problem.
— Tak?
— On jest bardzo, ale to bardzo szybki. Wokół niego znikają różne rzeczy. Drobne rzeczy. Nieistotne rzeczy. Ale nawet podczas pilnej obserwacji nikt nie zauważył, kiedy je zabiera.
— Może zatem ich nie zabiera?
— Przechodzi przez pokój i różne rzeczy znikają! — oświadczył mistrz nowicjatu.
— Aż tak jest szybki? W takim razie dobrze się stało, że mistrz Soto go odkrył. Lecz po co kradnie…
— Pojawiają się później w dziwnych miejscach — przyznał mistrz nowicjatu z wyraźną niechęcią. — Jestem pewien, że robi to dla psoty.
Zefirek dmuchnął przez taras zapachem kwiatów wiśni.
— Jestem przyzwyczajony do nieposłuszeństwa — oświadczył mistrz nowicjatu. — Nowicjusze często tacy bywają. Ale on jest również opieszały.
— Opieszały?
— Zjawia się na lekcje spóźniony.
— Jak uczeń może być opieszały tutaj?
— Pan Ludd chyba się nie przejmuje. Pan Ludd wydaje się myśleć, że może robić, co chce. Jest także… bystry.
Akolita pokiwał głową. No tak, bystry. To słowo miało w dolinie bardzo szczególne znaczenie. Bystry chłopiec uważał, że wie więcej od swoich nauczycieli. Odszczekiwał. Wtrącał się. Bystry chłopiec był gorszy od głupiego.
— Nie akceptuje dyscypliny?
— Wczoraj — rzekł mistrz nowicjatu — kiedy zabrałem klasę na zajęcia z teorii temporalnej w Sali Kamiennej, gapił się w ścianę. Widziałem, że nie uważa. Ale kiedy wywołałem go i kazałem odpowiedzieć na pytanie, jakie napisałem kredą na tablicy, wiedząc, że nie potrafi, on odpowiedział. Natychmiast. I poprawnie.
— Mówiłeś przecież, że jest bystry.
Mistrz nowicjatu był wyraźnie zakłopotany.
— Tylko że… to nie było właściwe pytanie. Wcześniej prowadziłem zajęcia z agentami terenowymi Piątego Djimu i zostawiłem na tablicy część ich testu. To był wyjątkowo skomplikowany problem przestrzeni fazowej, z uwzględnieniem rezydualnych wibracji harmonicznych w n-historiach. Żaden z agentów nie rozwiązał go poprawnie. Szczerze mówiąc, nawet ja musiałem zajrzeć do odpowiedzi.
