Próbował czytać „Takie srogie bajeczki”. Miały tytuły w stylu: Jak zła królowa tańczyła w rozpalonych do czerwoności trzewiczkach” albo „Staruszka w piekarniku”. I w żadnej z nich nie wspominano o żadnym zegarze dowolnego rodzaju. Autorzy chyba sobie postanowili umyślnie je pomijać.

Dopiero w „Szklanym zegarze z Bad Schüschein” występował zegar. W pewnym sensie. I był… dziwny. Niegodziwy człowiek — czytelnicy wiedzieli, że jest niegodziwy, ponieważ było to napisane czarno na białym — zbudował zegar ze szkła, w którym uwięził Czas, ale nie udało mu się, ponieważ jednej części zegara — sprężyny — nie mógł zrobić ze szkła i ta sprężyna pękła od naprężenia. Czas wyrwała się na wolność, a ów człowiek w jednej sekundzie postarzał się o dziesięć tysięcy lat, rozsypał się w pył i — co Jeremy’ego wcale nie zdziwiło — nikt go już więcej nie widział. Opowieść kończyła się morałem: „Wielkie przedsięwzięcia zależą od drobnych szczegółów”. Jeremy nie rozumiał, czemu nie równie dobrym: „Nieładnie jest więzić nieistniejące kobiety w zegarach” albo „Udałoby się ze szklaną sprężyną”.

Ale nawet dla niedoświadczonego oka Jeremy’ego w całej tej historii coś wyraźnie nie pasowało. Wydawało się, że autor usiłuje jakoś wytłumaczyć coś, co zobaczył albo usłyszał i nie zrozumiał. W dodatku — ha! — choć akcja rozgrywała się przed setkami lat, kiedy nawet w Überwaldzie istniały tylko naturalne zegary z kukułkami, ilustrator narysował wąski zegar szafkowy — taki typ nie istniał jeszcze piętnaście lat temu. Głupota pewnych osób była doprawdy przerażająca. Można by się śmiać, gdyby nie było to takie tragiczne.

Jeremy odłożył książkę i przez resztę wieczoru zajął się drobnym projektem dla gildii. Płacili mu hojnie, pod warunkiem że nigdy nie zjawi się tam osobiście.



29 из 315