
Następnie odłożył pracę na nocną szafkę, obok budzików. Zdmuchnął świecę. Zasnął. I śnił.
Szklany zegar tykał. Stał na środku drewnianej podłogi warsztatu, otoczony srebrzystym blaskiem. Jeremy obszedł go dookoła, a może to zegar zawirował łagodnie wokół niego.
Był wyższy niż człowiek. W przezroczystej obudowie połyskiwały niczym gwiazdy czerwone i niebieskie światełka. Powietrze pachniało kwasem.
Po chwili Jeremy zanurkował do wnętrza obiektu, krystalicznego obiektu, sunąc przez warstwy szkła i kwarcu. Przesuwały się obok, ich gładkie powierzchnie zmieniały się w ściany wysokie na setki mil, on zaś wciąż spadał między blokami, które stawały się szorstkie, ziarniste…
…pełne dziur. Błękitne i czerwone światło jaśniało również tutaj i przelewało się wokół.
Dopiero teraz zabrzmiał dźwięk. Dochodził z ciemności przed nim — powolny, śmiesznie znajomy rytm, puls wzmocniony milion razy…
…ts-zumm… ts-zumm…
…każde uderzenie powolniejsze niż góry i większe niż światy, ciemne i krwistoczerwone. Usłyszał jeszcze kilka, po czym wyhamował i zaczął wznosić się z powrotem przez padające światło, aż jasność z przodu stała się pokojem.
Musiał wszystko zapamiętać! Było takie oczywiste, kiedy już to zobaczył! Takie proste! Takie łatwe! Widział każdą część, widział, jak się ze sobą łączą, jak są wykonane.
A potem obraz zaczął się rozwiewać.
Oczywiście, to przecież tylko sen. Powiedział tak sobie i to go pocieszyło. Ale musiał przyznać, że z tym konkretnym snem zadał sobie sporo trudu. Na przykład kubek herbaty parował na blacie obok, a głosy za drzwiami…
Słyszał pukanie. Zastanowił się, czy sen dobiegnie końca, kiedy drzwi się otworzą, a potem drzwi zniknęły, a stukanie trwało nadal. Dobiegało z dołu.
Była 6.47. Jeremy zerknął na budziki, by się upewnić, że chodzą prawidłowo, potem narzucił szlafrok i zbiegł po schodach. Uchylił frontowe drzwi. Nikogo za nimi nie było.
