— Nie… Tutaj niżej, szefie.

Ktoś niżej okazał się krasnoludem.

— Niejaki Clockson? — zapytał.

— Tak.

Przez szczelinę zostały wciśnięte jakieś papiery.

— Podpisać tam, gdzie jest napisane „Tu podpisać”. Dziękuję. Dobra, chłopcy…

Za nim dwa trolle przechyliły ręczny wózek. Duża drewniana skrzynia huknęła o bruk.

— Co to jest? — zapytał Jeremy.

— Przesyłka ekspresowa — wyjaśnił krasnolud i odebrał papiery. — Aż z Überwaldu. Musiała kogoś nieźle szarpnąć. Patrz pan na te wszystkie stemple i nalepki.

— Możecie ją wnieść…? — zaczął Jeremy, ale wózek już się oddalał z wesołym brzękiem i dzwonieniem kruchych przesyłek.

Zaczęło padać. Jeremy przyjrzał się skrzyni. Była z pewnością zaadresowana do niego, równym, okrągłym pismem, a zaraz wyżej widniała pieczęć z dwugłowym nietoperzem Überwaldu. Nie znalazł żadnych innych oznaczeń, z wyjątkiem napisu na samym dole:



A potem skrzynia zaczęła kląć. Słowa dobiegały stłumione i w obcym języku, ale wszystkie przekleństwa mają pewną międzynarodową zawartość.

— Halo? — odezwał się Jeremy.

Skrzynia zakołysała się i wylądowała na boku przy akompaniamencie dodatkowych przekleństw.

Ze środka dobiegło łomotanie, głośniejsze przekleństwa i skrzynia znowu chwiejnie stanęła w pionie, z domniemaną górą w górze.

Kawałek deski się odsunął i na ulicę z brzękiem upadł łom. Głos, który niedawno przeklinał, powiedział:

— Jefli pan będzie łafkaw…

Jeremy wsunął łom w dogodnie wyglądającą szczelinę i pociągnął.

Skrzynia się rozpadła. Jeremy upuścił łom. Wewnątrz była… jakaś istota.

— Nie rozumiem — powiedziała, strzepując z siebie kawałki opakowania. — Ofiem niefczęfnych dni bez problemów, aż ci idioci pomylili fię na famym progu. — Skinął Jeremy’emu głową. — Dzień dobry jafnie panu. Jak fądzę, mam przyjemnofć z panem Jeremym?



31 из 315