– Zastanawiałem się nad tym, panie komisarzu. Zważywszy na czas, po jakim nadjechała, według mnie stała na piątym. Myślę, że dobrze to obliczyłem.

To nie trzymało się kupy. Pan Lapecora…

– A propos, jak miał na imię?

– Aurelio, ale mówiono do niego Arelio.

…w wyjściowym ubraniu, zamiast zjechać, wjechał piętro wyżej. Sądząc po szarym kapeluszu, chyba nie wybierał się z wizytą, raczej miał zamiar wyjść na dwór.

– A potem co pan zrobił?

– Nic. Kabina nadjechała, więc otworzyłem drzwi i zobaczyłem nieboszczyka.

– Dotknął go pan?

– Chyba pan żartuje! Przecież znam się na takich sprawach.

– A skąd pan wiedział, że już nie żyje?

– Mówiłem panu, znam się na tym, mam doświadczenie. Pobiegłem do warzywniaka i zadzwoniłem po was. Potem już tylko pilnowałem windy.

Weszła pani Cosentino z parującą filiżanką.

– Czy skosztuje pan kawy?

Komisarz skosztował. Potem wstał, żeby się pożegnać.

Proszę poczekać chwilę – powiedział strażnik, otworzył szufladę i podał mu bloczek oraz długopis.

– To na notatki – wyjaśnił w odpowiedzi na pytające spojrzenie komisarza.

– Przecież nie jesteśmy w szkole – odburknął nieuprzejmie Montalbano.

Nie znosił policjantów, którzy robią notatki. Kiedy w telewizji widział coś takiego, zmieniał kanał.

Sąsiednie mieszkanie należało do pani Gaetany Pinny, tej o nogach jak kołki. Kiedy tylko zobaczyła Montalbana, natychmiast na niego napadła.

– Zabraliście w końcu te zwłoki?

– Tak, proszę pani. Można już używać windy. Nie, proszę nie zamykać. Chcę zadać pani kilka pytań.

– Mnie?! Nie mam nic do powiedzenia.

Z wnętrza dobiegł głos. A raczej nie głos, tylko niski ryk.

– Tanina! Nie rób wiochy! Zaproś pana do środka!

Komisarz wszedł do pokoju, który, podobnie jak u sąsiadów, był czymś pomiędzy jadalnią a salonem. Na fotelu, w podkoszulku, z ręcznikiem na nogach, siedział słoń, mężczyzna gigantycznych rozmiarów. Bose stopy, które wynurzały się spod ręcznika, wyglądały jak słoniowe kończyny. Również długi i zwisający nos przypominał trąbę.



10 из 181