– Chciała zdążyć na autobus do Fiakki.

Prawdopodobnie – podsumował Montalbano – Lapecora został zamordowany, gdy wychodził z domu. Korzystał z windy, bo mieszkał na czwartym piętrze.


Doktor Pasquano zabrał nieboszczyka do Montelusy na sekcję. Jacomuzzi pozostał nieco dłużej, żeby włożyć do trzech plastikowych torebek niedopałek, próbkę kurzu i maleńki kawałek drewna.

– Dam ci znać.

Montalbano wszedł do kabiny i gestem zaprosił strażnika, który przez cały czas nie ruszył się nawet o centymetr. Cosentino zawahał się.

– Co jest?

– Na podłodze jest jeszcze krew.

– I co z tego? Niech pan tylko uważa na podeszwy. Czy może woli pan zasuwać sześć pięter na piechotę?

2

– Proszę, niechaj pan wejdzie – powiedziała ceremonialnie pani Cosentino, wąsata kulka budząca niepohamowaną sympatię.

Montalbano wszedł do salonu, który pełnił również funkcję jadalni. Kobieta zwróciła się z troską do męża.

– Nie miałeś czasu odpocząć, Pepe…

– Taki mus. A mus to mus.

– Czy wychodziła pani dziś rano z domu?

– Nigdy nie wychodzę przed powrotem mojego Pepe.

– Czy zna pani panią Lapecora?

– Tak. Kiedy spotykamy się przy windzie, zawsze trochę ze sobą gawędzimy.

– Gawędziła pani również z jej mężem?

– Nie. Nie lubiłam go. Przyzwoity z niego człowiek, co to, to owszem, ale jakoś mi nie leżał. Przepraszam na chwilę…

Wyszła. Montalbano zwrócił się do strażnika.

– Gdzie pełni pan służbę?

– W składzie soli. Od ósmej wieczorem do ósmej rano.

– To pan znalazł zwłoki, prawda?

– Tak jest. Była najpóźniej ósma dziesięć, skład jest o dwa kroki stąd. Nacisnąłem guzik od windy…

– To kabina nie była na parterze?

– Nie. Doskonale pamiętam, że ją ściągnąłem.

– Na pewno pan nie wie, na którym stała piętrze?



9 из 181