
– Proszę mnie wpuścić. I tak muszę zadać pani kilka pytań.
Pani Piccirillo odsunęła się niechętnie i zaprowadziła go do ładnie urządzonego saloniku.
– Czy pani mąż jest w domu?
– Jestem wdową. Mieszkam z córką Luiginą, która jest panną, to znaczy nie ma męża.
– Jeśli jest w domu, chciałbym z nią porozmawiać.
– Luigina!
Weszła dziewczyna, która mogła mieć nieco ponad dwadzieścia lat, w dżinsach. Ładna, ale biała jak ściana i przerażona.
To jeszcze bardziej wzmogło czujność komisarza, który postanowił zaatakować wprost.
– Dziś rano był u was Lapecora. Czego chciał?
– Nie! – prawie krzyknęła Luigina.
– Przysięgam! – oświadczyła matka.
– Jakie stosunki łączyły was z panem Lapecora?
– Znałyśmy go z widzenia – powiedziała pani Piccirillo.
– Nie zrobiłyśmy nic złego – wyjęczała Luigina.
– Posłuchajcie mnie dobrze: jeśli nie zrobiłyście nic złego, nie musicie się obawiać. Jest świadek, który twierdzi, że pan Lapecora był na piątym piętrze, kiedy…
– Ale dlaczego pan myśli, że był właśnie u nas? Na tym piętrze mieszkają jeszcze dwie rodziny, które…
– Nie! – wybuchła histerycznie Luigina. – Nie, mamo! Powiedz mu wszystko! Powiedz, już!
– No dobrze. Dziś rano córka spieszyła się do fryzjera. Nacisnęła guzik od windy, która natychmiast nadjechała. Musiała stać piętro niżej, na czwartym.
– O której?
– O ósmej, może pięć po. Otworzyła drzwi i zobaczyła pana Lapecorę. Siedział na podłodze. Odprowadziłam ją do windy, więc byłam z nią. Spojrzałam, wydawało mi się, że jest pijany. Trzymał jeszcze prawie pełną butelkę wina, a poza tym… chyba załatwił się w spodnie. Moja córka poczuła wstręt. Zamknęła drzwi do szybu i chciała iść po schodach. W tej samej chwili winda ruszyła, ktoś ściągnął ją na dół. Córka ma delikatny żołądek, ten widok na nas obu wywarł przykre wrażenie. Luigina weszła do mieszkania, żeby się odświeżyć, i ja też. Nie minęło nawet pięć minut, kiedy przyszła pani Gullotta i powiedziała, że biedny pan Lapecora nie jest pijany, lecz martwy! I to wszystko.
