
– Jezus Maria!
Było rzeczą powszechnie znaną, że prefekt Dieterich z Bolzano nie umie odróżnić barki od krążownika, jednak Augello połknął to, więc Montalbano był usatysfakcjonowany.
– Głowa do góry. I jak to się skończyło?
– „Błyskawica” dopłynęła na miejsce w niecałe piętnaście minut, ale nie zobaczyła nikogo. Przeszukała okolice, bez rezultatu. Tyle nasz kapitanat dowiedział się drogą radiową. W każdym razie dziś w nocy nasza łódź powróci i poznamy lepiej szczegóły tej historii.
– Ha! – wykrzyknął komisarz z powątpiewaniem.
– Co jest?
– Nie mam pojęcia, co my i nasz rząd mamy do tego, że Tunezyjczycy zabijają Tunezyjczyka.
Mimi otworzył usta ze zdziwienia.
– Salvo, ja też czasem palnę jakąś głupotę, ale jak ty coś powiesz, to już zupełnie się kupy nie trzyma.
– Ha! – powtórzył Montalbano, wcale nieprzekonany, że palnął jakieś głupstwo.
– A ty co możesz powiedzieć o tym zmarłym z windy?
– Nic ci nie mogę powiedzieć. To mój nieboszczyk. Ty zaklepałeś sobie martwego Tunezyjczyka? No więc ja zaklepię sobie nieboszczyka z Vigaty.
„Miejmy nadzieję, że pogoda się poprawi – pomyślał Augello – bo w przeciwnym razie nie damy sobie z nim rady”.
– Komisarz Montalbano? Mówi Marniti.
– Słucham, majorze.
– Chciałem pana uprzedzić, że nasze dowództwo postanowiło… moim zdaniem słusznie… że sprawą kutra zajmie się kapitanat portu w Mazarze. „Opatrzność” powinna więc natychmiast odpłynąć. Czy musicie jeszcze pobrać z kutra jakieś ślady?
– Chyba nie. Myślę zresztą, że my również się dostosujemy do słusznego rozporządzenia waszego dowództwa.
– Nie śmiałem panu tego sugerować.
– Panie kwestorze, mówi Montalbano. Przepraszam, że…
– Coś nowego?
– Nie, nic. Chodzi o… jak by to powiedzieć… szczegół proceduralny. Właśnie zadzwonił do mnie major Marniti z kapitanatu i poinformował, że ich dowództwo postanowiło dochodzenie w sprawie zabitego Tunezyjczyka przekazać do Mazary. Zadaję więc sobie pytanie, czy…
