
– Abstrahując od tego, że jesteś zwykłym kutasem, niedopałek okazał się zwykłym niedopałkiem papierosów „Nazionale” bez filtra, w kurzu zebranym z podłogi windy nie było niczego nadzwyczajnego, a co do kawałka drewna…
– …to była to zwykła zapałka.
– Dokładnie.
– Odebrało mi mowę, chyba właśnie dostałem zawału! Oddajecie mi w ręce mordercę!
– Spierdalaj, Montalbano.
– To zawsze lepsze niż ciebie słuchać. Co miał w kieszeni?
– Chustkę i pęk kluczy.
– A co mi możesz powiedzieć o nożu?
– Kuchenny, bardzo zużyty. Pomiędzy ostrzem a rękojeścią była rybia łuska.
– I nie pokusiłeś się o to, żeby dowiedzieć się więcej? Łuska barweny czy dorsza? Dowiedz się, nie pozostawiaj mnie w niepewności.
– Dlaczego się czepiasz?
– Rusz głową, Jacomuzzi. Gdybyśmy znajdowali się na przykład na Saharze, a ty byś mi powiedział, że na nożu, którym zamordowano turystę, jest rybia łuska, ta informacja mogłaby – powtarzam – mogłaby mieć sens. Ale jakie może mieć znaczenie w takim mieście jak Vigata, gdzie na dwadzieścia tysięcy mieszkańców dziewiętnaście tysięcy dziewięćset siedemdziesięciu je ryby?
– A pozostałych trzydziestu dlaczego nie je? – zapytał zdziwiony i zaciekawiony Jacomuzzi.
– Bo żywi się jeszcze mlekiem matki.
– Halo, mówi Montalbano. Chcę rozmawiać z doktorem Pasquano.
– Proszę chwilę zaczekać.
Czasu miał wystarczająco dużo, żeby zaśpiewać: „I chcę ci powiedzieć, że to byłem ja…”
– Halo? Panie komisarzu, doktor Pasquano przeprasza, ale właśnie robi sekcję tych dwojga topielców z Costabianca. Mówi, że jeśli chodzi o pańskiego nieboszczyka, to był zdrowy jak ryba i gdyby go nie zamordowano, dożyłby stu lat. Jedno mocne uderzenie nożem. Zdarzyło się to dziś rano między siódmą a ósmą. Czy coś jeszcze?
W lodówce znalazł makaron z brokułami.
