– Mam tu siedzieć przez cały dzień? – spytał zmartwiony.

– Chyba tak, głowa do góry. Słuchaj, zostawię cię na chwilę. Chcę skorzystać z łazienki pana Lapecory.

Nieczęsto zdarzało mu się załatwiać poza zwykłymi godzinami, ale chyba wściekłość, jaka ogarnęła go poprzedniego wieczoru na widok Jacomuzziego, który robił z siebie w telewizji idiotę, zakłóciła mu rytm trawienia.

Usiadł na sedesie, z rytualnym westchnieniem zadowolenia, i w tej samej chwili jego umysł skupił się na rzeczy, którą widział kilka minut wcześniej i która początkowo wydała mu się nic nieznacząca.

Zerwał się na równe nogi, pobiegł do sąsiedniego pokoju, przytrzymując spodnie jak flagę spuszczoną do połowy masztu.

– Nie ruszaj się! – krzyknął do Galluzza, który ze strachu zbladł jak nieboszczyk i odruchowo podniósł ręce.

Było… Tuż przy łokciu Galluzza leżało czarne wytłuszczone „R”, precyzyjnie wycięte z jakiejś gazety. Nie, nie z gazety, z czasopisma, papier był lakierowany.

– Co się dzieje? – wykrztusił Galluzzo.

– Może wszystko, a może nic – odparł komisarz niczym Sybilla Kumańska.

Podciągnął spodnie, zapiął pasek, zostawiając rozpięty rozporek, i podniósł słuchawkę.

– Bardzo panią przepraszam za kłopot. Proszę mi przypomnieć, kiedy otrzymała pani pierwszy anonim?

– Trzynastego czerwca ubiegłego roku.

Podziękował i odłożył słuchawkę.

– Pomóż mi, Galluzzo. Uporządkujmy wszystkie numery tego pisma i zobaczmy, czy przypadkiem nie brakuje jakichś kartek.

Znaleźli to, czego szukali: w numerze z siódmego czerwca – jedynym, w którym brakowało dwóch kartek.

– Zobaczmy dalej – powiedział komisarz.



35 из 181