– Przyszła pomoc domowa – powiedziała pani Clementina.

Weszła dwudziestoletnia dziewczyna, niska i krępa, o poważnym wyglądzie. Surowo spojrzała na intruza.

– Wszystko w porządku? – spytała podejrzliwie.

– Tak, wszystko w porządku.

– Więc idę do kuchni wstawić wodę – powiedziała i wyszła, wcale nieprzekonana, że wszystko jest jak należy.

– Cóż, dziękuję pani i… – zaczął komisarz, wstając.

– A może zostanie pan na obiedzie?

Montalbano poczuł, jak blednie mu żołądek. Pani Clementina była dobra i miła, lecz powinna odżywiać się kaszką i gotowanymi kartoflami.

– Tak naprawdę to mam dużo do…

– Pina, pokojówka, jest znakomitą kucharką, może pan mi wierzyć. Dziś przygotowała makaron alla Norma, wie pan, ze smażonymi bakłażanami i solonym twarogiem.

– Jezu! – westchnął Montalbano i usiadł.

– A na drugie duszoną wołowinę.

– Jezu! – powtórzył Montalbano.

– Dlaczego pan się tak dziwi?

– Czy to nie za ciężkie jedzenie dla pani?

– Niby dlaczego? Żołądka mogłyby mi pozazdrościć dwudziestoletnie dziewczyny, które cały dzień opędzają jednym jabłkiem i sokiem z marchwi. Czy również pan podziela zdanie mojego syna Giulia?

– Nie miałem przyjemności zapoznać się z jego poglądami.

– Mówi, że w moim wieku nie wypada się tak odżywiać. Uważa, że jestem wręcz nieprzyzwoita. Według niego powinnam jeść papki. A więc jak? Zostaje pan?

– Zostaję – odpowiedział zdecydowanie komisarz.


Przeszedł przez ulicę, przemierzył trzy stopnie, zastukał do drzwi biura. Otworzył mu Gallo.

– Zmieniłem Galluzza – wyjaśnił. Po czym spytał: – Komisarzu, czy idzie pan do komisariatu?

– Nie, a co?

– Fazio dzwonił tu i pytał, czy widzieliśmy pana. Szuka pana, ma coś ważnego do przekazania.

Komisarz pospieszył do telefonu.

– Komisarzu, pozwoliłem sobie, bo jest ważna wiadomość. Wczoraj wieczorem kazał mi pan rozesłać depeszę z opisem tej Karimy. I pół godziny temu zadzwonił do mnie komisarz Mancuso z Urzędu Imigracyjnego w Montelusie. Mówi, że przez czysty przypadek wie, gdzie mieszka ta Tunezyjka.



40 из 181