– Mów.

– Mieszka w Villasecie, Garibaldiego siedemdziesiąt.

– Wracam do biura i jedziemy.


W drzwiach komisariatu zatrzymał go dobrze ubrany czterdziestolatek.

– Komisarz Montalbano?

– Tak, ale nie mam czasu.

– Czekam na pana już od dwóch godzin. Funkcjonariusze nie wiedzieli, czy pan dziś wróci, czy nie. Nazywam się Antonino Lapecora.

– Syn? Lekarz?

– Tak.

– Proszę przyjąć moje kondolencje. Niech pan wejdzie, ale mam tylko pięć minut.

Na spotkanie wyszedł mu Fazio.

– Samochód jest gotowy.

– Wyjeżdżam za pięć minut. Tylko porozmawiam z tym panem.

Weszli do gabinetu. Komisarz poprosił, żeby gość usiadł, więc Lapecora zajął miejsce za biurkiem.

– Słucham pana.

– Widzi pan, komisarzu, mniej więcej już od piętnastu lat mieszkam w Valledolmo, gdzie prowadzę praktykę lekarską. Jestem pediatrą. W Valledolmo się ożeniłem. Mówię to po to, by zaznaczyć, że moje kontakty z rodzicami już dawno temu nieuchronnie się rozluźniły. Zresztą nigdy nie łączyła nas wielka zażyłość. Rzecz jasna, obowiązkowo spędzaliśmy razem święta i co dwa tygodnie dzwoniliśmy do siebie. Ale byłem bardzo zaskoczony, kiedy w ubiegłym roku, na początku października, dostałem list od taty. Proszę.

Włożył dłoń do kieszeni, wyjął list i podał komisarzowi.


Najdroższy Nino, wiem, że ten list Cię zaskoczy. Starałem się, żebyś nie dowiedział się o pewnej historii, w którą jestem wmieszany, a która może przybrać dla mnie niemiły obrót. Teraz jednak zdaję sobie sprawę, że już tak dalej nie mogę. Bardzo potrzebuję Twojej pomocy. Przyjedź natychmiast. I nie mów o tym liście mamie.


Całuję



41 из 181