
Odchrząknął, po czym kontynuował:
— Tomaszu Eldridge, w marcu tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego drugiego roku wynalazłeś Przenośnik Eldridge’a. Potem…
— Chwileczkę! — zaprotestował Eldridge. — To jeszcze nie jest ten rok; mówię to na wypadek, gdybyś nie wiedział.
Viglin wyglądał na zirytowanego.
— Nie wykręcaj się — powiedział. — Wynajdziesz przenośnik w roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim, jeśli wolisz taki sposób wyrażania się. Wszystko zależy od temporalnego punktu widzenia.
Przetrawienie tego zabrało Eldridge’owi chwilę czasu.
— Czy masz na myśli to, że… jesteście z przyszłości? — wyjąkał.
Jeden z policjantów trącił drugiego łokciem.
— Co za aktor! — powiedział z podziwem.
— Lepszy niż w niejednej kretyńskiej komedii — zgodził się drugi, pobrzękując kajdankami.
— Oczywiście, że jesteśmy z przyszłości — odpowiedział Viglin. — A niby skąd mielibyśmy być? W roku, o którym mowa, wynalazłeś — lub wynajdziesz — Przenośnik Eldridge’a, tym samym umożliwiając podróże w czasie. Z jego pomocą wyruszyłeś do pierwszego sektora przyszłości, gdzie przyjmowano cię z najwyższymi honorami. Następnie podróżowałeś z serią wykładów po trzech sektorach Cywilizowanego Czasu. Byłeś bohaterem, Eldridge, ideałem do naśladowania. Małe dzieci chciały być takie jak ty, kiedy dorosną.
Viglin kontynuował ochrypłym głosem:
— Zostaliśmy jednak oszukani. Nieoczekiwanie i z rozmysłem ukradłeś pewną ilość wartościowych przedmiotów. Było to dla nas szokujące! Nigdy nie podejrzewaliśmy cię o skłonności kryminalne. Gdy podjęliśmy próbę aresztowania cię, zniknąłeś.
Viglin przerwał i potarł czoło w geście zmęczenia.
— Byłem twoim przyjacielem, Tom — mówił — pierwszym człowiekiem, którego spotkałeś w sektorze numer jeden. Wypiliśmy razem niejeden puchar floxu. Zorganizowałem dla ciebie ten objazd z wykładami… a ty mnie obrabowałeś.
