– Co szkoda? – spytałam jadowicie.

Miał dość rozumu, żeby udzielania odpowiedzi na to pytanie nawet nie próbować.

– Masz pojęcie, ile pieniędzy ona wyciągnęła z morza? Słyszysz, co tu mówią, najmarniej pięćdziesiąt kilo bursztynu, a może więcej, przeciętnie można liczyć po tysiąc złotych, to jest pięćdziesiąt tysięcy!

– Skąd wiesz, po ile…?

– Dowiadywałem się, z ciekawości. Takie zupełnie drobne po dwieście złotych, a duże po trzy tysiące. Zobacz, ile ma dużych! Majątek, jednym kopem, z niczego!

– Z niczego, jak z niczego. Trochę się narobiła…

W rozgrzebywaniu kupy dziewczynie i facetowi jakoś nikt nie pomagał ani nie przeszkadzał, chociaż otaczał ich cały krąg i leciały ku nim zawistne spojrzenia. Wrzucali bursztyn do siatek i toreb, bryły jak pięść było widać z daleka.

– Świeże złoże ruszyło i od razu podeszło – powiedział rybak, wytrząsający zawartość swojej siatki tuż koło nas. – Nie zdążyło pokruszyć.

Przyjrzałam mu się, bo na moment wyglądem zewnętrznym zwrócił na siebie moją uwagę, po czym znów odwróciłam się do baby z mężem. Dobiegł stamtąd jakiś okrzyk, głośniejszy i jakby podwójny.

– O rany…! – wrzasnął nagle chłopak, na oko czternastoletni, schylając się gwałtownie i sięgając ku śmieciom.

– Czego…?! – wrzasnęła równocześnie facetka. – Twoje…?!

– No co, popatrzeć nie można? Uciekam z tym czy jak…? Rany, ale mucha…

Zdążył już podnieść wielką bryłę. Dziewczyna rzuciła się ku niemu, wydarła mu ją, spojrzała pod światło i zastygła na moment, wpatrzona w to, co trzymała w ręku. Krąg wokół zacieśnił się ostro, omal jej tej ręki nie odgryźli, miała coś, co każdy chciał zobaczyć z bliska i na własne oczy. Też chciałam, ale oglądałam scenę zza ludzkich pleców i nie zdołałam się przepchnąć do środka. Facetka zresztą nie pozwoliła na żadne oględziny, przytuliła bryłę do łona, po czym szybkim ruchem wrzuciła ją do torby.



24 из 300