Jednak nie, noga nie była oderżnięta. Mokra, owszem, ale cała. To tylko ten kawałek lodu oparł się na kości i stworzył owo cudowne wrażenie. Odetchnęłam lżej, wytrząsnęłam go z gumiaka, ubrałam się w obuwie z jeszcze większym wysiłkiem i, wbrew obawom, w całości poszłam dalej. A trzeba przyznać, że przeżyłam chwilę rzetelnej paniki…

Ciemność wygnała ludzi z plaży, ale następny dzień wcale nie okazał się dużo gorszy. W Piaskach od rana na brzegu znajdowali się już wszyscy mieszkańcy. Z grzeczności pozostawiłam im bliskie tereny i udałam się ku zachodowi, uznawszy, iż dla nich to jest podstawa egzystencji, a dla mnie zaledwie dzika namiętność, po czym moja uprzejmość została wynagrodzona. Niekoniecznie łatwo, ale jednak.

Na plaży, nad samą wodą, pokazał się już wąski pasek piasku. Morze gdzieniegdzie zaczynało sypać łachy. Za jedną z tych łach ujrzałam śmietnisko bursztynowe, z chciwości zapewne nie myślałam nic, podeszłam od niewłaściwej strony i wpadłam w ruchomą wydmę powyżej kolana. Gdybym miała krótkie gumiaki, wróciłabym do domu boso, na szczęście te dłuższe, do bioder, były zarazem do mnie przypasane. Mimo wybuchu śmiertelnej grozy, rany boskie, bagno, wciągnie mnie jak głupkowatą krowę, w dodatku pod wodę, a lodowate to wszystko, miałam jeszcze tyle przytomności umysłu, że nie spróbowałam się podeprzeć drugą nogą. Leżąc na zapadającym się pode mną podłożu, ostrożnie i powoli zdołałam wyciągnąć nogę razem z obuwiem, przeczołgałam się na stały grunt i dopiero wtedy się podniosłam. Nie było mi zimno, przeciwnie, spociłam się z wrażenia. Sięgnęłam siatką od strony brzegu i znalazłam w tych śmieciach dwadzieścia dużych bursztynów, takich na medaliony i na największe kawałki naszyjników. Szczęście roziskrzyło się we mnie niczym fajerwerk.

Kra telepała się ciągle, wiatru nadal nie było. Omal mnie szlag nie trafił, kiedy, wlazłszy na jedną lodową płytę, stwierdziłam, że nie ma siły, nie sięgnę siatką, a woda jest po pas. Musiałabym mieć na sobie kombinezon. Kontemplacja niedostępnej kupy śmieci omal mnie nie zawiodła aż do Szwecji, bo od widoku nie mogłam się oderwać, a kra odpływała.



7 из 300