„- Y…a, y…a, y…a, y…a!”

Harding nie mógł zrozumieć, co nagle tak zjednoczyło zgromadzonych – jakieś chwytliwe hasło polityczne czy może nazwisko nowego lidera?

„- Y…a, y…a, y…a, y…a!” – wył tłum i było w tym wyciu coś pierwotnego, odwiecznego, niby zew natury, zagłuszający w człowieku wszystkie inne pragnienia, usuwający wszystkie podziały, narodowościowe, socjalne, wszystkie nawarstwienia stworzone przez wieki cywilizacji, które uważamy za niemożliwe do wykorzenienia z naszej ludzkiej społeczności.

„- Y…a! Y…a!”

Przylgnąwszy uchem do odbiornika, Harding próbował dosłyszeć, co skandują ludzie w tak zgodnym porywie. I nagle zrozumiał:

„-Mydła! Mydła! Mydła!”

Rozdział l

ISTOTA RZECZY

Paul Ross należał do tego typu mężczyzn, których twarz nie pasuje do reszty ciała. Miał budowę atlety: szeroką pierś, potężne bary, silne ręce o długich, zaskakująco smukłych palcach, talię osy i zgrabne nogi – odrobinę krzywawe, ale dzięki temu jego chód miał coś z kroku kowboja. Do takiej figury pasowałaby duża głowa, mężna twarz o krzaczastych brwiach i płonących ciemnych oczach. Niestety, jego maleńka, przypominająca jodłową szyszkę główka tkwiła na wiotkiej szyjce, a lico jak księżyc w pełni wydawało się niezdolne do wyrażenia czegokolwiek, poza lekkim zmieszaniem. Ludzie skorzy do przeceniania skłonności genetycznych, orzekliby niewątpliwie, że jeśli chodzi o budowę Paul wrodził się w swych rosyjskich antenatów, dziadka i babkę, a twarz odziedziczył po mamie ze stanu Iowa. W tym zlepku można było wyraźnie rozpoznać cechy linii męskiej i żeńskiej. Owe dwie gałęzie familijnego drzewa genealogicznego dawały się dostrzec nie tylko w typie fizycznym Paula, ale i w jego charakterze.



5 из 220