Dostrzegł jednak wyraz niepokoju w oczach Ryana.

– Jakieś problemy? – spytał.

Prawnik pokręcił głową.

– Nie, myślę, że to ułatwi sprawę… nam wszystkim.

– Nie rozumiem.

Ryan wyjął ostatni raport i wręczył go z ociąganiem szefowi.

– Prosiłeś, żebym zajął się również problemem pirackich kopii – powiedział. – Pamiętasz? Parę miesięcy temu…

Kyle spojrzał na niego jak na przybysza z Innej planety.

– Nie chcesz chyba powiedzieć, że to wciąż aktualne.

Podrapał się w brodę. Czy to możliwe, żeby tak bardzo zaniedbał własną firmę?

– Zobacz sam. – Ryan wskazał plik papierów.

Kyle pogrążył się w lekturze. Jego szare źrenice nabrały barwy gradowej chmury. Powoli jego dłoń zacisnęła się w pięść. W końcu podniósł wzrok i spojrzał w błękitne oczy Ryana.

– Jesteś tego pewny?

– Nie mam najmniejszych wątpliwości.

– Więc to tak… – Kyle nerwowo bębnił palcami po papierze. – Niech to diabli! Paskudna sprawa!

Ryan pracował dla Kyle’a od ośmiu lat i znał jego napady gniewu.

– O co chodzi? – spytał. – Wcale tak dużo nie straciłeś.

Kyle zagryzł wargi.

– Czuję się oszukany. Współpracowaliśmy z Festival Productions od ładnych paru lat. Wszystko układało się tak dobrze… Nie rozumiem, dlaczego Maren McClure chce mnie oszukać…

Potrząsnął głową, nie mogąc oswoić się z tą myślą.

– Maren jest tylko właścicielką firmy. Nie powinieneś Jej oskarżać… Poza tym skopiowano tylko trzy kasety. No, przynajmniej tyle pojawiło się na czarnym rynku… Problem przestanie istnieć, kiedy skończymy interesy z Festival Productions.

Usłyszeli pukanie do drzwi. Przed zakończeniem pracy i wyjazdem na weekend Lydia przyniosła im kanapki. Kyle uśmiechnął się do niej i życzył przyjemnej podróży. Po chwili jej olbrzymia sylwetka zniknęła w głębi domu.



10 из 149