Kyle wypił mały tyk, a następnie usiadł naprzeciwko gościa.

– Przypuszczam, że masz dla mnie jakąś propozycję – zaczął bez owijania w bawełnę.

Gość pochylił łysiejącą głowę.

– Tak. Nareszcie.

– Jestem ci za to bardzo wdzięczny, Ryan. Sam nie miałem czasu na zebranie informacji, a decyzja wydaje się szalenie ważna.

– Przecież za to mi płacisz.

Kyle pokiwał głową.

– Dobrze. Pozwolisz, że spróbuję zgadnąć, co wymyśliłeś. – Kyle potarł zmarszczone czoło. – Uważasz pewnie, że powinienem robić wszystkie teledyski u siebie w studiu.

Ryan poruszył się niespokojnie. Siedział na fotelu niedaleko wielkiego okna, przez które mógł obserwować floletowoczerwone smugi na ciemniejącym niebie. Słońce już niemal schowało się za horyzont. Na jego tle widniały jedynie sylwetki dalekich jachtów. Ryan nie wiedział, co bardziej podziwiać: uroki natury czy też wspaniałość rezydencji Kyle’a. Wszystko wskazywało jednak na to, że samego właściciela nie cieszą ani puszyste, perskie dywany, ani robione na zamówienie meble, ani nawet oryginalna kolekcja malarstwa francuskich surrealistów.

Ryan dopił drinka i odstawił szklankę. Otworzył aktówkę, z której wyjął plik równo ułożonych papierów. Kyle wyciągnął dłoń.

– Uprzedzam, że wyniki badań mogą ci się nie spodobać – ostrzegł Ryan.

– Pozwól, że sam to ocenię. Kwestia produkcji teledysków męczy mnie już od dawna. Czas z tym wreszcie skończyć.

Zaczął uważnie przeglądać papiery. Woods doskonale wykonał swoją robotę. Wykazał czarno na białym, dlaczego powinni kręcić filmy wideo.

– Dobra, przekonałeś mnie. Wynajmiemy najlepszych ludzi i udostępnimy pomieszczenia na trzecim piętrze – powiedział Kyle.



9 из 149