
Kyle zmarszczył brwi i przez chwilę zastanawiał się nad tym pomysłem.
– Gdyby to tylko było możliwe – mruknął do siebie. – To straszne, że ktoś z Festival kradnie kasety… Przecież oni również mnie potrzebują!
– Ludzie zrobią prawie wszystko dla pieniędzy. Sam powinieneś wiedzieć o tym najlepiej.
Ryan ugryzł się w język. Nie chciał, żeby zabrzmiało to jak obelga. Niestety, było już za późno. Kyle patrzył na niego jak na najgorszego wroga.
– Nie zrozum mnie źle…
Kyle potrząsnął głową. Znali się zbyt długo, żeby obrażać się z byle powodu. Poza tym Ryan miał rację. Rose wykorzystała ich rozwód, żeby zrobić karierę. Kyle wiedział, że popełnił wówczas błąd, ale nie miał zamiaru go powtórzyć.
– W porządku, stary – powiedział sięgając po miniaturową kanapkę z szynką. – Nikt już nie będzie żerował na mojej naiwności. Gadaj, jaki masz plan.
Ryan uśmiechnął się szeroko. Nareszcie udało mu się dotrzeć do Kyle’a. Wysiłki, które czynił w ciągu ostatnich paru miesięcy, spełzły na niczym. Być może z powodu wypadku córki Kyle był zupełnie głuchy na argumenty.
– Myślę, że powinieneś porozumieć się z samą Maren i wykupić cały jej zespół. Następnie moglibyśmy już na własnym podwórku sprawdzić, kto kopiuje filmy. A wtedy… – zawiesił głos – podziękujemy temu panu… lub pani za współpracę – zakończył z uśmiechem.
– A jeśli Maren nie zechce sprzedać firmy?
– Każdy ma swoją cenę…
Kyle nie wyglądał na przekonanego.
– Skoro tak mówisz, musisz mieć coś w zanadrzu. Powiedziałem już wszystko, co wiem na temat Festival Productions, teraz kolej na ciebie.
Prawnik uśmiechnął się niepewnie i zaczął nerwowo przeglądać notatki.
– Po pierwsze, szefem Festival Productions jest kobieta. Pracowałeś z nią kiedyś?
Kyle skinął głową. Na jego twarzy nie pojawił się nawet cień niepokoju.
