
Kyle przystanął na chwilę i zacisnął dłoń na poręczy. Nie może pozwolić zginąć własnej firmie. Dzięki niej przecież zapewni przyszłość sobie i… Holly.
Kiedy dotarł na szczyt, obejrzał się za siebie. Niestety, ocean tym razem go zawiódł. Głowę miał równie pustą jak przed wyjściem z domu. Przygarbiony powoli poszedł w stronę posesji.
Po chwili, niedaleko garażu, zauważył samochód Ryana Woodsa. Przyśpieszył kroku. Od razu skierował się do salonu. Wiedział, że Lydia wypełnia sumiennie każde jego polecenie. Przed wejściem zatrzymał się i spróbował uśmiechnąć.
– Przepraszam, spóźniłem się – powiedział od progu.
Ryan kończył właśnie drinka.
– Nic nie szkodzi – odrzekł wstając z wielkiego fotela.
Uścisnęli sobie dłonie. Ryan przyjrzał się uważnie Kyle’owi. Stwierdził, że widział już gdzieś ten niepewny uśmiech i spojrzenie pełne bólu. Ale gdzie? Czy nie na okładce pierwszej platynowej płyty Kyle’a? Tak, mógł się wtedy podobać. Ciekawe, czy płyta sprzedałaby się tak dobrze, gdyby nie miliony wielbicielek urzeczonych jego urodą? Głos Kyle’a określano jako przeciętny. Teksty ballad były zbyt poetyckie jak na gusta szerokiej publiczności. I tylko to „coś” w twarzy i oczach… Płyta sprzedała się znakomicie, a Kyle zainwestował pieniądze w podupadłą firmę, którą po paru latach wyprowadził na szerokie wody. Sterling Recordings należała w tej chwili do najlepszych w kraju.
Kyle napełnił pustą szklaneczkę Ryana, po czym na chwilę zastygł w bezruchu. Powoli przygotował drugiego drinka. Coś najwyraźniej go gryzło. Tym razem nie mógł to być młodzieńczy bunt, a Ryan był przekonany, że nie chodzi również o kłopoty związane z prowadzeniem firmy. Trzymał jednak język za zębami. Jeśli Kyle zechce podzielić się z kimś swoimi problemami, na pewno to zrobi. Ryan Woods zawdzięczał swoją sławę pierwszorzędnego fachowca między innymi temu, że nigdy nie pchał się z butami tam, gdzie go nie proszono. Chyba że… ktoś mu za to zapłacił.
