
A poza tym oni przecież nawet go nie znali!
Gdy było już niemal za późno na reakcję, Kalen odwrócił się gwałtownie i popędził w stronę lasu. Teraz już wszyscy trzej obcy strzelali do niego i trawa wokół pokrywała się trzeszczącym pod odnóżami szronem. Zewnętrzna skóra Kalena była już także całkowicie zamrożona. Chłód należał do zjawisk, do których ciało Mabogian nie było przystosowane i lodowaty dreszcz wkradł się już do jego wewnętrznych organów.
Wciąż jednak Kalen nie mógł uwierzyć w to, co się działo.
Dotarł do krawędzi lasu, a dwa lodowe pioruny trafiły go w chwili, gdy chował się za drzewo. Czuł, jak wewnętrzne systemy regulacyjne próbują mozolnie przywrócić minimalną temperaturę ciała; odczuwając głęboki żal z powodu tego, co się stało, pogrążył się w ciemności.
— To jakiś głupi gatunek obcych — zauważył Agee, chowając blaster do kabury.
— Głupi, ale odporny — stwierdził Barnett. — Jednak żadna oddychająca tlenem istota nie może wytrzymać długo pod ogniem blastera.
Uśmiechnął się z dumą i poklepał srebrnoszary kadłub statku.
— Nazwiemy go „Siłacz II” — oznajmił.
— Trzykrotne „hura!” na cześć kapitana! — wykrzyknął z entuzjazmem Victor.
— Darujcie sobie te wrzaski — skomentował Barnett. — Musicie oszczędzać siły, bo mamy jeszcze sporo roboty.
Spojrzał na niebo.
— Zostało nam około czterech godzin do zmierzchu. Victor, przetransportuj pożywienie, tlen i narzędzia z „Siłacza I” i zabezpiecz jego reaktory. Któregoś dnia wrócimy i zabierzemy naszego staruszka. Chcę jednak, żebyśmy wystartowali stąd o zachodzie słońca.
Victor popędził do ich dawnego statku. Barnett i Agee weszli na pokład „Siłacza II”.
Tylna część statku załadowana była generatorami, silnikami, transformatorami, siłownikami, zbiornikami paliwa i powietrza. Obok znajdowała się olbrzymia ładownia, która zajmowała prawie całą drugą połowę statku. Wypełniały ją orzechy wszelkich możliwych kształtów, rozmiarów oraz barw, których wielkość wahała się od pięciu centymetrów średnicy do mniej więcej podwojonego rozmiaru ludzkiej głowy. Taki rozkład pomieszczeń powodował, że do wykorzystania pozostawały zaledwie dwie kabiny na dziobie statku.
