– Tak. Leżą ma blacie w woreczku. Wygląda na karabin o dużym zasięgu. Jeszcze się dokładnie nie przyjrzałem.

– Więc nie ma wątpliwości co do przyczyny śmierci?

– Nie, żadnych. Nie ma co doszukiwać się Bóg wie czego.

– I nie pomylono się, oceniając, czy rana jest po wejściu, czy po wyjściu kuli?

– Nie. Zresztą to łatwo sprawdzić.

– Świetnie. W takim razie nie będziemy musieli go kroić. Możemy przygotować raport na podstawie zewnętrznych oznak.

Tym razem Stan znieruchomiał, po czym obrócił się, żeby na nią spojrzeć.

– Margaret, mam nadzieję, że nie sugerujesz, żebym odstąpił od pełnej autopsji.

– Niczego nie sugeruję.

Uspokoił się i wziął do ręki narzędzia.

– Nie sugeruję tego – dodała. – Ja naciskam, żebyś tego nie robił. Wierz mi, będziesz żałował, jeśli mnie nie posłuchasz.

Udała, że nie widzi jego wzroku, tylko rozsunęła do końca zamek błyskawiczny worka, w którym leżał agent Delaney, modląc się w duchu, żeby się utrzymać na nogach. Pomyślała o Karen, żonie Delaneya, która nienawidziła jego pracy równie mocno jak Greg, już prawie były mąż Maggie, nie cierpiał jej zajęcia. Lecz Delaney nie wyobrażał sobie życia poza firmą, a teraz Maggie zamartwiała się o Karen i jej dwie małe córeczki, które będą rosły bez ojca. Gdyby mogła zrobić tylko jedno, postarałaby się, żeby te dwie dziewczynki nie zobaczyły Richarda okaleczonego bardziej niż to absolutnie konieczne.

Te myśli przywołały wspomnienia jej ojca, spoczywającego w ogromnej mahoniowej trumnie, w brązowym garniturze, w którym Maggie nigdy wcześniej go nie widziała. Włosy uczesane miał też inaczej niż zwykle. Pracownicy kostnicy pomalowali mu twarz, by przy pomocy makijażu stworzyć pozory, że nie cała skóra została spalona, ale to nie wystarczyło. Maggie, wówczas dwunastoletnią dziewczynkę, przeraził widok ojca, a woń intensywnych perfum, zmieszana z zapachem popiołu i zwęglonego ciała, przyprawiła ją o mdłości. Ten zapach. Nie ma nic gorszego niż zapach spalonego ciała. Boże! Wciąż go czuje. Nie pomogły nawet słowa księdza, który powiedział: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”.



18 из 312