
— Dziwne, że ty im jakoś nie przeszkadzasz, Otto — zauważył, już trochę uspokojony.
— Vie pan, ja nie jestem oficjalny — wyjaśnił Otto. — Nie mam miecza ani odznaki. Nie zagrażam. Tyram tylko, jak oni. I ich rozźmieżam.
Vimesowi nigdy wcześniej nie przyszło to do głowy, ale tak… mały, zapracowany Otto w swojej kamizelce z czerwoną podszewką i kieszeniami na cały osprzęt, z jego lśniącymi czarnymi butami, włosami wyciętymi w staranne V na czole i — nie najmniej ważnym — śmiesznym akcentem, który stawał się bardziej lub mniej wyraźny, zależnie od rozmówcy… Otto nie wydawał się groźny. Wydawał się zabawnym, jakby żartobliwym, wodewilowym wampirem. Dopiero dzisiaj Vimes odkrył, że może to on sobie żartuje. Niech się śmieją, to nie będą się bali.
Skinął mu głową i wszedł do środka. Sierżant Cudo Tyłeczek stała na skrzynce przy zbyt wysokim biurku dyżurnego, nowiutkie galony błyszczały jej na rękawie. Vimes zanotował w pamięci, żeby zrobić coś z tą skrzynką. Niektórzy z krasnoludzich funkcjonariuszy byli trochę przeczuleni na punkcie jej używania.
— Przydałoby się paru chłopców przed drzwiami, Cudo — powiedział. — Nic prowokacyjnego, po prostu dyskretne przypomnienie, że pilnujemy tu porządku.
— To chyba nie będzie potrzebne, panie Vimes.
— Nie chciałbym zobaczyć w „Pulsie” obrazka, na którym pierwszy rekrut spośród wampirów jest atakowany przez demonstrantów, kap… sierżancie — odparł surowo Vimes.
— Tak właśnie myślałam, że pan by nie chciał, sir. Dlatego poprosiłam sierżant Anguę, żeby ją wprowadziła. Weszły tylnymi drzwiami już pół godziny temu. Angua oprowadza ją po budynku. Teraz są chyba w szatni.
— Poprosiłaś o to Anguę? — Serce Vimesa zamarło.
— Tak, sir. — Cudo zaniepokoiła się nagle. — Eee… to jakiś problem?
Vimes patrzył na nią w milczeniu. To dobry, sprawny funkcjonariusz. I zasługiwała na awans, bogowie świadkami. Ale — przypomniał sam sobie — pochodzi przecież z Überwaldu, prawda? Powinna pamiętać o… sytuacji… między wampirami i wilkołakami. A może to moja wina? Cały czas im powtarzam, że strażnicy to tylko strażnicy…
