- Skąd niby ten chleb?! - warknął nieufnie. - Nie jadłem takiego z pół roku.

- Sam go wczoraj upiekłem.

- Anno - odezwał się z troską w głosie Anton - dodaj gazu…

* * *

Obudziłem się we własnym łóżku, tuląc w objęciach ogromnego misia - maskotkę, którą dostałem jakiś czas temu w prezencie od studentów. Ktoś zdjął mi buty i przykrył kocem. Zwlokłem się z posłania, czując lekki zawrót głowy. Smaku w ustach wolałem nie analizować. Wszedłem pod prysznic. Zimna i gorąca woda, stosowane w dwuminutowych dawkach, postawiły mnie z grubsza na nogi. Poszedłem do kuchni i krzywiąc się, wyciągnąłem z lodówki uniwersalny specyfik na kaca doktora Korpackiego. Kiedyś hinduscy wojownicy używali tego preparatu, żeby poprawić swoje możliwości fizyczne. Jak widać zawód historyka ma też dobre strony. Czasem w starych księgach i źródłach można trafić na pożyteczne informacje. Wyraźnie potrzebowałem podniesienia parametrów fizycznych. Łyknąłem żółtawego, mętnego płynu. Lepiej, żebyście nie znali jego składu. Ja sam wiele bym dał, żeby go nie znać…

Usiadłem ciężko na taborecie i kiedy kilka minut później przejaśniało mi się w głowie, zacząłem ubierać się pospiesznie. Byłem umówiony z Davidoffem i kimś z ABW, całe szczęście, że zadzwoniłem do profesora przed popijawą. Mimochodem zauważyłem, że moje lokum nie nosi żadnych śladów wczorajszej imprezy. Zapewne zatroszczyła się o to Anna, która wypiła tylko symboliczny kieliszek wódki. Tamtych dwóch nie byłoby w stanie zatroszczyć się o cokolwiek, podobnie jak ja pod koniec balangi… Rozpakowałem fiolki z sejfu Alchemika i wstydząc się trochę swojej podejrzliwości, sprawdziłem, czy na etykietkach buteleczek są niemal niezauważalne znaczki, jakie porobiłem wczoraj paznokciem. Wszystko się zgadzało. Zapakowałem co trzeba w wyłożoną watą kasetkę i wyszedłem z mieszkania. Na uczelnię pojechałem taksówką. Wnioskując z przestraszonej miny taksówkarza, zerkającego co chwila na moje zmaltretowane oblicze, była to rozsądna decyzja. Lepiej, żebym nie prowadził w takim stanie.



23 из 278