Przeważnie nie były to zbyt budujące myśli. Niełatwo jest zabić człowieka albo przyczynić się do jego śmierci. Nawet jeśli to gnida. Niełatwo nacisnąć spust lub wbić ostrze w tętnicę. Nie jestem typem filmowego twardziela, zawsze, gdy kogoś zabiję, a zdarzyło mi się to parę razy - rzygam tygodniami i męczą mnie koszmarne sny. Tym razem czułem się nieco lepiej. Być może dlatego, że nie widziałem, jak zginął Harbecker…

Ostatniego dnia urlopu wpadł do mnie kumpel. Nie rozmawialiśmy długo, zostawił mi gazetę i niewielką, szklaną fiolkę. Na pierwszej stronie znalazłem informację, że znany naukowiec popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Ktoś miał poczucie humoru i był w posiadaniu przynajmniej jednej ampułki z preparatem Alchemika. Nie chciałem nawet wiedzieć, który z analityków to zrobił, choć wolałem, żeby nie była to Anna. Sam nie wiem dlaczego…

Sięgnąłem po fiolkę od kumpla i wypiłem jej zawartość. Mój chemik twierdził, że udało mu się uzyskać preparat w postaci ciekłej. Podobno miał być skuteczniejszy niż opary Alchemika. Aha, oczywiście chodziło o „Życie wieczne”. Przez moment zastanawiałem się, czy nie osiągnę tego stanu - w sensie metafizycznym. Specyfików alchemicznych nie można wypróbować na świnkach morskich, nie podziałają. Można je przetestować tylko w jeden sposób - na ludziach. Szczerze mówiąc, było mi to z grubsza obojętne. Nie wiem, jak długo siedziałem w fotelu, obracając pustą ampułkę w ręku. Zapewne dość długo, bo zasnąłem.

Kiedy obudziło mnie poranne słońce zaglądające przez otwarte okno, wypadało zbierać się do pracy. Czułem się normalnie, nie wyglądało na to, aby preparat w jakikolwiek sposób podziałał. Wzruszyłem ramionami i poszedłem golić się do łazienki. Podnosząc maszynkę do twarzy, zamarłem. Z prawego przedramienia zniknęła paskudna blizna po nożu - skutek podjętej dziesięć lat temu niewłaściwej decyzji. Rzuciłem się do albumów ze zdjęciami i wyciągnąłem fotkę z zeszłych wakacji.



40 из 278