
Nie zwariowałem - wyraźnie widać było bliznę. Odłożyłem zdjęcie i zmarszczyłem brwi - ktoś grzebał w mojej szafce z fotografiami. Album zawierający podobizny dziewiętnastowiecznych wojowniczek nie leżał na swoim miejscu, został niedbale rzucony na stos innych archiwaliów, tak jakby ktoś chciał mi zwrócić na niego uwagę. Otworzyłem go i pospiesznie przejrzałem. Zamiast czterdziestu ośmiu zdjęć znalazłem czterdzieści dziewięć. Nowa fotografia przedstawiała Annę z rosyjskim karabinem snajperskim Wintoriez. Kompozycja była utrzymana w tym samym klimacie co pozostałe: modelka została przedstawiona z charakterystycznym findesieclowym wdziękiem i oczywiście topless… Czy to zaproszenie? Miałem dużo czasu na wyjaśnienie tej kwestii. Ponieważ wydawało się, że preparat Alchemika działa - bardzo dużo czasu. Być może nadarzy się także okazja wypróbowania innych sporządzonych przez niego specyfików?
ROZDZIAŁ TRZECI
Promienie wschodzącego słońca ślizgały się po alembikach, retortach i szklanych naczyniach zawierających substancje we wszystkich kolorach tęczy. Światło wpadało do pracowni przez niewielkie, mansardowe okienka. Przy jednej ze ścian laboratorium stały dwa regały wypełnione oprawionymi w skórę tomami. Niektóre z nich miały po kilkaset lat. Zapewne kosztowały fortunę, ale mój przyjaciel Gilbert umiał sobie radzić w życiu. Przeważnie. Bo teraz siedział, bezwiednie pocierając pokryty siwą szczeciną policzek. Nie spał i nie golił się od dwóch dni. Ja także. Mieliśmy problem. Okazało się, że wyprodukowany przez niego na bazie przepisu Alchemika eliksir wcale nie jest taki doskonały, jak się wydawało. Może i przedłużał życie, może likwidował blizny, jednak z najnowszych badań mojego kumpla wynikało, że trzeba podawać ten środek przynajmniej raz na pół roku.