- No i gówno - skwitował Gilbert, patrząc na probówkę zawierającą jadowicie pomarańczowy płyn. - Nie wyszło.

- Czy to naprawdę takie ważne? - spytałem. - Nie muszę żyć wiecznie. Nawet gdyby ta blizna mi powróciła za pół roku, to co z tego? Dodatkowe miejsce do całowania. A może nie wróci? - Wzruszyłem ramionami.

- Obawiam się, że to nie jest takie proste. Będziemy mieli do czynienia z zespołem abstynenckim. Wzbogaconym o kilka nieprzyjemnych objawów…

- Czego ci potrzeba, żeby wytworzyć następną dawkę?

- Skończyła mi się materia prima, sam proces opisany jest z grubsza w Mutus Liber…

Jęknąłem. Pochodząca z XVII wieku Księga bez słów zawierała najbardziej chyba ekstrawagancki zbiór recept alchemicznych na świecie. Jedną z podstawowych praktyk było zbieranie porannej rosy mniej więcej od marca do czerwca. Służyła ona do wytworzenia jednego z półproduktów - materia prima. Trwało to wiele tygodni, czasem miesięcy.

- Problemem jest przetrwanie pierwszego roku - powiedział Gilbert. - W następnym nazbieram tej rosy tyle, że wystarczy nam na dziesięć lat. Jednak teraz…

- Co możemy zrobić?

- Zdobyć materia prima lub chociaż rosę w takiej ilości, żeby pozwoliło to na uzyskanie dwóch dawek preparatu. Jest kilka możliwości. Znam paru ludzi, który mogą to mieć, będziemy musieli do nich dotrzeć i…

Nie dokończył, ale wiedziałem, o co mu chodzi. W obecnych czasach niewielu ludzi zajmuje się alchemią. Ci, którzy to robią, są, delikatnie mówiąc, specyficzni. Jedno ich łączy - potężna, postępująca wraz z wiekiem paranoja na punkcie wagi ich odkryć. Jeśli nie sprzedadzą nam surowców po dobroci, trzeba to będzie załatwić w mniej konwencjonalny sposób…

- Ty się tym zajmiesz - mruknąłem.

Gilbert skrzywił się, ale nie zaprotestował.

- Biorąc pod uwagę twoje umiejętności negocjacyjne, nie mam wyjścia.

Oczywiście przesadzał. Przeważnie w kontaktach z ludźmi otrzymywałem, co chciałem, ale mój przyjaciel jest spokrewniony z hiszpańskim rodem książęcym de Cordoba i to autentyczne pokrewieństwo. Rzadko kto odmawiał prośbie dystyngowanego, starszego pana o arystokratycznym rodowodzie. Moi przodkowie byli chłopami, no i na pewno nie sprawiałem wrażenia dystyngowanego.



42 из 278