
Otworzyła mi ubrana w męską koszulę i sprane niemal do białości dżinsy. Wyglądała w nich lepiej niż niejedna kobieta w ciuchach od Armaniego. Bez słowa wręczyłem jej kwiaty i pocałowałem w policzek. Nie - doszedłem do wniosku, to na pewno nie było zaproszenie do łóżka… Kobieta o takiej urodzie raczej musiała się opędzać od chętnych niż zachęcać.
- Może usiądziemy na ławce w ogrodzie? - zaproponowała. - Ładnie dzisiaj.
Kwiaty włożyła do stojącego na niewielkim stoliku wazonu.
- Nie będzie ci zimno? - spytałem, patrząc na bose stopy Anny.
Pokręciła głową. Chrząknąłem wymownie, kiedy ruszyła przodem.
- Tak?
- Jeszcze się zgubię - mruknąłem, wyciągając do niej rękę.
Ujęła moją dłoń, a w jej oczach ujrzałem kpiące błyski.
- Jak ci się podobało zdjęcie?
- Masz dobre serce.
- Serce? Myślałam, że pochwaliłam się czym innym - judziła.
Trzepnąłem ją lekko w pupę.
- I tak mnie nie podpuścisz. Jakoś nie wyglądasz mi na taką szybką dziewczynkę.
Usiedliśmy na wygodnej ławce pod rozłożystą wierzbą. Tu nie dochodził wielkomiejski gwar. Szeleściły tylko delikatnie poruszane wiatrem, zaścielające ziemię liście. Rzeczywiście - przyjemny dzień jak na jesień.
- Na kogo więc wyglądam?
Milczałem przez chwilę, nie jest łatwo przyznawać się do słabości. Z drugiej strony, zgrywanie macho wobec kogoś takiego jak Anna nie miało sensu.
- Nie jestem jakimś szczególnym twardzielem - przyznałem z westchnieniem. - Zawsze kiedy zabi… - Ugryzłem się w język. - Kiedy przyczynię się do śmierci człowieka - poprawiłem się po chwili - przeżywam to tygodniami. Najgorsze jest to, że jakim by on nie był skurwysynem, prędzej czy później dociera do mnie myśl, że zabiłem istotę ludzką. Pomyślałem, że zobaczyłaś to we mnie i postanowiłaś pomóc mi otrząsnąć się z tego smętnego nastroju. - Wzruszyłem ramionami.
Dotknęła czule mojego policzka. Nie wyglądało na to, aby moje wyznania ją zniechęciły.
