– Proszę bardzo – zgodziła się uczynnię. – Które…? Pani usiłowała wypuścić z dłoni właściwą torbę, nie gubiąc pozostałych.

– Nie, weź najpierw to… Tak, teraz zamieńmy… Czekaj, teraz tylko to mi potrzymaj…

– To przecież szkło – zwróciła uwagę Janeczka. – Nie wyrzuca pani?

– Nie, to butelki po śmietanie, idę z tym do sklepu. Chyba wzięłam za dużo na raz… No, wreszcie!

Cofnęła się i wlazła na swoje pudło. Janeczka spojrzała w dół.

Nie było to pudło, tylko zwłoki bardzo starej, niezbyt dużej, tekturowej walizki. Jednego zamka nie miała wcale, drugi puścił przy upadku i wieko odskoczyło. Ze środka wysypał się olbrzymi stos listów.

– To przecież listy! – zdumiała się Janeczka – Pani to wyrzuca?

– Tak, to nie moje. Zostały po osobie, która już dawno nie żyje. Właściwie powinnam je spalić, ale nie mam jak. Nie spalę ich przecież na gazowej kuchence! Mam nadzieję, że śmieciarze je zniszczą.

– Ale one mają znaczki…!

– Znaczki? Nawet nie zauważyłam… A co? Ty się interesujesz znaczkami?

– Tak – powiedziała Janeczka zdecydowanie. – I mój brat też.

Pani wzruszyła ramionami, jakoś niepewnie i bezradnie.

– Możesz je sobie zabrać, jeśli chcesz. To w ogóle trzeba usunąć, nie może zostać takie rozwalone…

– Ja to zrobię – zaofiarowała się Janeczka pośpiesznie. – Posprzątam tutaj, niech pani sobie nie zawraca tym głowy. Zrobię to bardzo porządnie.

Pani ucieszyła się wyraźnie, chociaż ciągle była niepewna i zakłopotana.

– Będę ci bardzo wdzięczna. Przykro mi, że narobiłam takiego bałaganu. Porządkuję mieszkanie po mojej ciotce i dobija mnie wyrzucanie śmieci, trzecie piętro…! Znoszę je tak po kawałku… Ale wiesz… Nie chciałabym, żeby te listy ktoś czytał…



12 из 254