– Nikt ich nie będzie czytał. Nie obchodzą nas listy, tylko znaczki. A jeżeli pani sobie życzy, mogę je osobiście spalić w naszym ogrodzie, albo w naszym piecu od centralnego ogrzewania. Mamy taki piec.

– Naprawdę…? Tak, chciałabym. Obiecujesz mi to?

– Obiecuję uroczyście…

Pani wreszcie sobie poszła. Janeczka popatrzyła za nią i pokręciła głową. Z tak skomplikowanym charakterem i umysłowością jeszcze się nie zetknęła. Głupota straszna, skoro wyrzuciła znaczki. Wyraźna inteligencja i rozum, skoro od razu pojęła, że można wierzyć Janeczce. Szlachetność i przyzwoitość, owszem, domagała się przecież dyskrecji…

Lekkomyślność potworna, zostawić tę całą korespondencję na pastwę losu…

Nie precyzując już dalej cech osobowości pani, Janeczka spojrzała pod nogi. Szczątki tekturowej walizki można było jakoś złożyć, ale zamek przepadł. Należałoby związać to sznurkiem. Nie miała sznurka, natomiast miała smycz. Jeżdżąc z Chabrem po mieście, zawsze nosiła ze sobą smycz, nie po to oczywiście, żeby na niej prowadzić psa, samo przypuszczenie, że mógłby być prowadzony na smyczy, stanowiło dla niego afront i obelgę, ale na wszelki wypadek, w razie gdyby się ktoś przyczepił. Do obwiązania walizki smycz nadawała się doskonale.

Przemagając lekki wstręt, Janeczka przyklękła, zgarnęła rozsypany stos i wepchnęła pod uchylone wieko. Zmieścił się z trudem. Okręciła to smyczą i uniosła w objęciach. Było ciężkie i niewygodne do niesienia. Rozstrzygnęło kwestię zajęć w tej okolicy, żadnych sklepów, żadnych spacerów, mogła tylko wrócić na pocztę i czekać na Pawełka. Usiądzie na tej walizce, a czatować będzie Chaber…

Doprowadzony przez psa Pawełek pojawił się za kwadrans siódma.

– No, wreszcie! – wykrzyknął triumfująco. – Jak zobaczyłem Chabra, wiedziałem, że jeszcze czekasz! Wiem, gdzie on mieszka! I wiem, gdzie…

– Czekaj! – Przerwała Janeczka, podnosząc się ze swojego siedziska. – Powiesz mi wszystko po drodze, a teraz potrzebny jest sznurek. Masz sznurek?



13 из 254